Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Benjamin Paschalski w Tańcu
Benjamin Paschalski w Tańcu

W dniu Międzynarodowego Dnia Tańca zapraszam do podróży na Litwę. Krainy bliskiej, znanej teatralnie, ale mam poczucie nieodkrytej nadal sztuki baletowej i tańca. Oto kilka refleksji artystycznych z politycznym tłem.
Wielokrotnie zastanawiam się czy dzięki, a może poprzez kulturę, można budować pozycję państwa? To swego rodzaju pytanie z pogranicza marketingu, ale raczej trudno siłowo kształtować ludzką aktywność i wytwory naszego rozumu. Może jest to możliwe w krajach niedemokratycznych, ale i tak potrzeba kreacyjnej mocy jednostek. Interesującym pozostaje, że w niektórych, nawet niezwykle małych podmiotach, sfera sztuki odgrywa istotną rolę, wytycza i buduje rangę wspólnoty. Niekiedy pierwsze skojarzenia, gdy wspominamy o dziejach owych państw, wędrują właśnie w świat indywidualności twórczych, które kształtują i nadal to czynią, świadomość ogółu. Owy szczególnym krajem pozostaje Litwa. Nasz sąsiad, którego populacja to zaledwie mniej niż dziesięć procent naszej liczby mieszkańców. Blisko trzy miliony obywateli, a kulturowe dobrodziejstwo niesamowite, które wzbogacają kolejne pokolenia artystów. Przez lata moje fascynacje krążyły wokół litewskich twórców teatralnych, którzy często gościli podczas naszych dwóch najważniejszych zdarzeń teatralnych – festiwali w Toruniu i Wrocławiu, a także przeglądu Szekspirowskiego w Gdańsku. Tu można było poznać indywidualny kosmos, który oczarowywał i zdumiewał, Eimuntasa Nekrošiusa, młodzieńczość i dojrzałość Oskarasa Koršunovasa, a także liryzm Rimasa Tuminasa. Interesującym pozostaje, że to swoista przeszłość, legenda, to co już minione, a dziś jedną z najważniejszych postaci świata Melpomeny na Litwie stał się Polak – Łukasz Twarkowski, który swoim oryginalnym, korespondującym ze współczesnością nie tylko językiem reżyserii, ale i plastyki, podbija scenę naszego sąsiada. Tak wygląda globalizujący się świat, ale Litwa wykorzystuje go do wzmacniania własnego potencjału w sztuce.
Owe doświadczenia dawne, teatralnej magii, którym towarzyszyłem przez lata, stały się inspirujące dla odkrycia jak prezentuje się współczesna sztuka tańca i baletu Litwy. Owe rozróżnienie jest niezwykle istotne, gdyż obie dziedziny, choć sobie bliskie i faktycznie spójne, niezwykle mocno walczą o swoją autonomię. Było interesującym jak mocno moi rozmówcy podkreślali autonomię tańca – jako aktywności progresywnej wobec baletowej przeszłości utrwalającej schematy klasycznej formy. Ciekawe doświadczenie środowiskowego aktywizmu.
Jednak kluczowym dla mojego zainteresowania tym co dzieje się w świecie sztuki bez słów u naszego bliskiego sąsiada stały się wydarzenia z jesieni 2025 roku. Wówczas ludzie kultury masowo wzięli udział w proteście, który posiada nie tylko charakter symboliczny, ale faktycznej troski o niezależność i autonomię sztuki wobec zakusów politycznej dominacji. Pod koniec września zeszłego roku został powołany rząd premier Ingi Ruginiene wywodzącej się z Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Ma on charakter koalicyjny, a jednym z podmiotów, który go współtworzy to „Świt Niemna” nazywany przez publicystów jako partia populistyczna, nacjonalistyczna, eurosceptyczna, prorosyjska, antysemicka i antysystemowa. I właśnie jej przedstawicielowi przypadł resort kultury. Przez osiem dni sprawował go Ignotas Adomavičius. Choć posiada wykształcenie muzyczne, to jego kariera nie prowadziła przez sale koncertowe lecz biznes z przedsiębiorstwem mrożonek i makaronów włącznie. Ów zamysł powierzenia ministerstwa odpowiedzialnego za kwestie kultury ugrupowaniu hamującemu wolność wypowiedzi artystycznej i potencjalnie narzucającemu jeden model myślenia spotkało się z masowym działaniem artystów. Uznano to za cyniczną grę polityczną pozbawioną racjonalnej argumentacji. Co gorsza wskazywano ścieżkę dla ograniczeń twórczej ekspresji równą temu co miało miejsce na Słowacji i Węgrzech.
Działanie artystów, swoisty protest wobec upolitycznienia kultury posiadał swój symbol w formie zbliżony do ostrzegawczego znaku drogowego i słowa „kultura”, które znajduje się nad przepaścią. Masowe wystąpienia rozpoczęły się 5 października 2025 roku, a wzięło w nich udział tysiące osób reprezentujących nie tylko czołowe instytucje kultury, ale także solidaryzujący się rolnicy, lekarze czy nauczyciele. Wskazywano, że swoisty zamach na sferę intelektualną początkuje zagrożenie dla demokracji i bezpieczeństwa kraju. Choć wspomniany Adomavičius ustąpił ze stanowiska to akcja środowiska trwała wobec obaw, że inny kandydat „Świtu Niemna” obejmie tekę ministerialną. Ukazało to niesamowitą jego siłę i rolę kultury nie tylko w społeczeństwie, ale także w funkcjonowaniu państwa. Sama akcja nieposłuszeństwa obywatelskiego przybrała różnorodne formy. To nie tylko uliczne demonstracje przy wtórze symbolu działań – utworze Morze Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa, ale także otwarcie instytucji dla wszystkich chętnych, bez opłat i gratyfikacji. Ten symboliczny gest ukazywał wspólnotę społeczną i współbrzmienie całego społeczeństwa, w którym kultura odgrywa istotną rolę konsolidacyjną. Co ważne w działaniach wzięły udział wszystkie instytucje kultury niezależnie od organów finansujących, również te dla których podmiotem prowadzącym jest ministerstwo kultury. Dodatkowym elementem stał się bojkot udziału ludzi kultury w imprezach z udziałem polityków, a także rezygnacje, przez organizatorów wydarzeń kulturalnych, z patronatów organów publicznych. Petycję w sprawie sprzeciwu wobec objęcia ministerstwa przez przedstawiciela „Świtu Niemna” podpisało ponad osiemdziesiąt tysięcy osób. Ów niesamowity strajk – tak określana akcja przez organizatorów to faktycznie pierwszy, od roku 1990, masowy protest środowiska intelektualistów.
Marius Ivaškevičius, świetny dramatopisarz w rozmowie z Romanem Pawłowskim-Felberg na łamach internetowego „oko.press” mówił: „Szczerze mówiąc, kiedy mianowali tego człowieka na ministra, byłem nawet zadowolony. Powiedziałem, w końcu osiągnęliśmy dno. Nie ma już gdzie spaść niżej. Od tego momentu możemy tylko piąć się w górę. Myślę, że większość ludzi, którzy wyszli protestować, czuła to samo”. A Vaidas Jauniškis, krytyk teatralny dodawał: „Mamy nadzieję, że Morze oczyści nas z ideologii. Chodzi o to, aby kultura łączyła ludzi, a nie dzieliła”. Laurynas Žakevičius, współtwórca niezależnego teatru tańca „Low Air”, wskazuje: „Litwa to mały kraj dlatego droga do komunikacji z władzami jest bardzo krótka. Stąd możliwy jest dialog, wymiana myśli, poglądów, ukazanie bezpośrednio naszego stanowiska. To co ważne to rozmowa o budżecie i długofalowej strategii do roku 2040. Jednak kluczowym stało się ukazanie tego co robimy, zbudowanie prawdziwej solidarności z naszymi odbiorcami, którzy nas wspomagają i są stale obecni”.
Owe poczynania doprowadziły do roszad w radzie ministrów i wymiany stanowisk. Ostatecznie, 11 listopada 2025 roku tekę minister kultury objęła Vaida Aleknavičiene. Nauczycielka, działaczka samorządowa i posłanka Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. I zapewne owa nominacja wyciszyła aktywność twórców, ale na pewno nie uśpiła czujności. To jeden z niewielu przykładów, że środowisko może mieć realny wpływ na życie polityczne nie ograniczające się do aktu wyborczego raz na kilka lat. Ukazuje również istotę kultury, która nie jest tylko dodatkiem do życia wspólnoty, ale jest jej konstruktem i nośnikiem nie tylko tradycji lecz również współczesności. Twórcy to nie dostarczyciele rozrywki, ale świadomi obywatele zaangażowani w losy swojego państwa. Jednak mogą odgrywać istotną rolę, gdy kultura nie jest traktowana marginesowo lecz stanowi podmiot, z którego dobra czerpie ogół obywateli.
Owe zdarzenia z jesieni 2025 roku ukazują wagę kultury na Litwie. Co ciekawe moi rozmówcy podkreślali również dialog z władzą, która nie odcina się od środowiska. Choć jasnym jest, że świat polityki i sztuki jest daleki od swoich działań to mimo to poszukuje dróg porozumienia i odnalezienia ścieżki dla rozwoju kultury dla dobra wspólnego.
Ten przydługi wstęp ukazuje jedno – jakim dobrem dla Litwy jest kultura. Nie tylko dla grupy twórców, ale również tych co odwiedzają sale teatralne, muzealne, galerie i wszelkie inne instytucje. W ten sposób tworzy się środowisko, magiczna wspólnota kreatorów i odbiorców. W owym świecie litewskiej różnorodności niezwykłe, dla nas może mało znane, miejsce zajmuje taniec. Posiada on kilka twarzy różnorodności i odmienności. Ciekawy przykład twórczej kreatywności małego państwa Europy.
Wilno – narodowa scena
Spojrzenie na scenę baletową Litwy ma jeszcze jeden istotny kontekst. Zimą 2025 roku obchodzono stulecie tejże sztuki w tym państwie. Za dzień narodzin uznaje się 4 grudnia 1925 roku, gdy na deskach teatru w Kownie odbyła się premiera przedstawienia Coppelia do muzyki Leo Delibesa w choreografii przybysza z Rosji, baletmistrza Pavla Petrova. To on zbudował pierwszą kompanię publicznej instytucji litewskiej, która wytyczyła dalsze baletowe dzieje. Coppelia to dość ciekawy przykład, który przewija się wielokrotnie w opowieści o tańcu naszego sąsiada. Warto przypomnieć, a może nawet wskazać, że właśnie ten tytuł znalazł się w repertuarze historycznej wizyty w Warszawie, z roku 1988 Państwowego Akademickiego Teatru i Opery w Wilnie. Wśród prezentowanych spektakli, na deskach stołecznego Teatru Wielkiego, znalazło się aż siedem tytułów: cztery operowe i trzy baletowe. Wśród nich humorem inscenizacyjnym, kolorystyką scenografii iskrzyły baletowe losy bohaterów klasycznej tanecznej opowieści w układzie Vytautasa Brazdylisa. Powracał on w Wilnie jeszcze dwukrotnie w roku 2010 (w choreografii Kirilla Simonova), a także jubileuszowo w grudniu 2025 roku – o czym będzie jeszcze mowa. Owych sto lat to bogata historia, pisana radzieckim wzorcem i dominacją, ale i niezależną, oryginalną sztuką baletową. Ostatnie lata posiadają wątek polski. W latach 2011-2020 szefem artystycznym zespołu baletowego Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu był Krzysztof Pastor, który dzielił posadę z funkcją kierowniczą Polskiego Baletu Narodowego. Kolejne pięć lat należało do tancerza, a obecnie uznanego, posiadającego własną, oryginalną kreskę wyrazu choreografa – Martynasa Rimeikisa. A od stycznia 2025 roku sprawuje ster rządów świetna tancerka, primabalerina związana z czołowymi zespołami baletowymi świata – Jurgita Dronina.
Grudzień 2025 roku to kolejna moja wizyta w wileńskiej operze. Niezwykle sobie cenię to miejsce. Powodów jest kilka. Sama stolica jest przepięknym miastem, w którym styka się polska i litewska historia, a ulice starego miasta, okolice uniwersytetu pełne są oddechu znanego z kart Dziadów Adama Mickiewicza. To także prospekt Giedymina z majestatycznie spoglądającą na jej wylot katedrą św. Stanisława. Krocząc jego chodnikiem dotrze się do budynku narodowej sceny opery i baletu, który został otwarty w roku 1974. Charakteryzuje się monumentalną bryłą, czerwonymi dywanami, ścianą szyb z których rozciąga się okazały widok, a także pięknym wnętrzem sali widowiskowej mogącej pomieścić ponad tysiąc widzów. Pierwszym moim spektaklem w tym miejscu był operowy Borys Godunow Modesta Musorgskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Powracałem tu wielokrotnie kuszony interesującym repertuarem baletowym pełnym niespodzianek, w którym kluczową rolę odgrywają spektakle narracyjne. Jednym z największych sukcesów ostatnich lat stała się taneczna wersja Procesu na podstawie Franza Kafki do muzyki Mindaugasa Urbaitisa w układzie Rimeikisa. Na afiszu pojawili się i niektórzy nadal są obecni, oprócz prac Pastora i Rimeikisa: Anželika Cholina, Alexei Ratmansky, Wayne McGregor, Ivan Perez, Marco Goecke, Angelin Preljocaj, Manuel Legris, a w kolejnym sezonie David Dawson.
We wrześniu 2024 roku dyrektorem generalnym sceny została Laima Vilimiene absolwentka studiów muzykologicznych i zarządzania – wydaje się idealnego wykształcenia dla prowadzenia tego typu instytucji, wcześniej prowadząca Państwowy Teatr Muzyczny w Kłajpedzie. Po czterech miesiącach pracy powołała nową dyrektorkę artystyczną baletu wspomnianą Jurgitę Droninę, natomiast dotychczasowy lider kompanii Martynas Rimeikis objął funkcję głównego choreografa. Owe swoiste pokojowe przekazanie władzy przekłada się na współpracę obojga artystów, którzy tworzą udany tandem zarządzająco-kreacyjny. Ciekawym paradoksem jest fakt, że Rimeikis wywodził się z zespołu, na swój sposób został namaszczony przez poprzednika do prowadzenia formacji. Pojawienie się Droniny mogło stanowić olbrzymie zaskoczenie. Bowiem ukończyła ona Narodową Akademię Sztuki im. M.K. Čiurlionisa, ale nigdy nie znalazła się w składzie wileńskiego zespołu. Jej kariera prowadziła od Sztokholmu, przez Amsterdam i dziesięć lat spędzonych w The National Ballet of Canada (2015-2025) do English National Ballet. To niesamowita kariera primabaleriny, gwiazdy, jednej z najbardziej rozpoznawalnych na świecie twarzy kultury litewskiej. Po drugie artystka nie ma aspiracji choreograficznych, budowania dalszej, własnej kariery artystycznej. To niesłychanie interesująca deklaracja ukazująca różne modele zarządzania zespołami baletowymi.
Nasza rozmowa w Wilnie pełna była pozytywnych wibracji i dobrego humoru. Widać po Droninie zapał i wielką motywację do pracy. Pełna wigoru i charyzmy opowiadała o swojej drodze do Wilna i planach dla zespołu. Kluczowym dla niej stało się doświadczenie zdobyte przez dwadzieścia lat podglądania i uczenia się od swoich wcześniejszych dyrektorów. „Madeleine Onne w Sztokholmie, Ted Brandsen w Amsterdamie, Karen Kain w Toronto, a może przede wszystkim Tamara Rojo w Londynie stali się moimi wzorcami. Z każdego z nich coś czerpię, wykorzystuję ich doświadczenie i to co mogłam podpatrzeć. Kluczowym jest odpowiedzieć na pytanie czego oczekujesz od miejsca, które masz prowadzić? Jakie wprowadzić standardy? Jaki implementować styl komunikacji? Ważnym stał się czas w Wielkiej Brytanii i zmiana siedziby English National Ballet oraz wszystko co dokonała Tamara. Ewolucja repertuaru, wyjazdy zagraniczne oraz nowe miejsce to wszystko była jej zasługa. Tu Ciebie zaskoczę. Myślałam o zostaniu szefową zespołu baletowego od roku 2017. Gdy rozpoczęłam współpracę z kompanią w Wielkiej Brytanii zaczęłam bacznie przyglądać się owemu procesowi zmian, ewolucji. Rozmawiałam z moimi dyrektorami, zadawałam pytania. Przy moim obciążeniu zawodowym i domowym nie mogłam podjąć studiów, ale wybrałam kursy, które mogłyby mi pomóc w budowaniu siebie jako przyszłego lidera. Poznawałam wnętrze instytucji poprzez wizyty w Royal Swedish Ballet – poznawałam działy od PR do HR, każdy zakątek który może być pomocny w tej pracy. Również praktykowałam w mniejszych instytucjach jak zespół baletowy w Teksasie. Forma krótkiego stażu aby poznać specyfikę małej instytucji” – wspomina Jurgita Dronina. Propozycję objęcia posady w Wilnie otrzymała przypadkiem jesienią 2024 roku. Panie spotkały się wówczas pierwszy raz i nawiązała się nić porozumienia, która zwieńczyła się nominacją na stanowisko dyrektora artystycznego baletu.
Jurgita mówi, że wspólnie z dyrektorką naczelną, jej zastępcami, szefem muzycznym tworzą jedną drużynę budującą najważniejszą scenę Litwy. Należy podkreślić wielką pasję do działania i rozwijania formacji, a przecież na swój sposób dla niej jest to całkowicie nowy świat, gdyż całe życie pracowała z dala od Wilna. Jej najważniejszym celem jest, aby „kompania była rozpoznawalna na całym świecie. Chciałabym aby gościli na tej scenie najlepsi choreografowie, dramaturdzy, scenografowie i kostiumografowie”. Wartością zespołu jest choreograf-rezydent, który reprezentuje rodzimą kulturę, rozwija jej wartość, a także może współpracować z miejscowymi kreatorami. To co wyróżnia zespół to jego faktycznie jednolitość narodowa, forma identyfikacji, wspólnotowości. Blisko dziewięćdziesiąt procent tancerzy to Litwini, jednak Dronina zamierza otworzyć zespół dla nowej krwi z zewnątrz. To tworzy konkurencję, daje powiew świeżości i jest inspirujące dla całej formacji. Nie zamierza tego czynić poprzez otwarte audycje, ale samodzielnie zapraszać tancerzy do współpracy. Jednak niezwykle ważnym jest, że szkoła litewska sięga tradycji radzieckiej. Technika klasyczna jest na niezwykle wysokim poziomie, a faktycznie zespół należy do jednych z najlepszych w Europie. Ciekawym także, że na Litwie istnieją wcześniejsze emerytury dla tancerzy po osiemnastu latach angażu. Tym samym tworzy się przestrzeń dla kolejnych, młodych, kreatywnych artystów baletu.
Istotnym dla Droniny jest oczywiście repertuar, który spotyka się z wielkim entuzjazmem publiczności. Frekwencja na spektaklach sięga stu czternastu procent! Zamierza go równoważyć pomiędzy tym co już osiągnęło sukcesy na światowych scenach z całkowicie nowymi, oryginalnymi produkcjami dedykowanymi wileńskiemu zespołowi. Tak powstała jubileuszowa Coppelia w choreografii Martynasa Rimeikisa, a także najbliższa majowa premiera Paquity w układzie Manuela Legrisa z nowym librettem i dramaturgią Jean Francois Vazelle. W kolejnym sezonie będzie to Dama Kameliowa w choreografii Annabelle Lopez Ochoa. „Chcę unikać klisz, powielania tego co można wszędzie zobaczyć. Nie jest ważne to co możemy dostać od świata, ale to co my jako zespół litewski możemy jemu dać. To sposób abyśmy byli widoczni i rozpoznawalni. Ważnym jest abyśmy nasz repertuar pokazywali w innych miejscach, aby był on oryginalny i niepowtarzalny” – podkreśla szefowa baletu. Kluczem jest przyciągnięcie najciekawszych talentów światowych, ale i rodzimych, aby pracować z najlepszymi i nie wyjeżdżać jak uczyniła to Jurgita Dronina.
Jubileusz stulecia baletu litewskiego stał się pretekstem dla ukazania produkcji z innych ośrodków krajowych co ukazuje formę współpracy, współdziałania. W żaden sposób konkurencyjności, gdyż każde z tych miejsc wyróżnia się odmiennym podejściem do repertuaru i stylu pracy. Jednak najważniejszym punktem obchodów stała się premiera Coppelii Leo Delibesa w rekompozycji Jievarasa Jasinskisa w układzie Martynasa Rimeikisa. Artysta odszedł w swojej inscenizacji od oryginalnej, bajkowej historii posiłkując się dość znacząco opowiadaniem E.T.A. Hoffmanna – Piaskun. To po Procesie ponowne zagłębienie się w mroczną historię, która narasta niczym akcja dreszczowca lub kryminału. Główny twórca zabiera widzów w świat konsekwencji dziecięcego doświadczenia, które pozostawia w człowieku piętno na całe życie. Bohaterem jest Nathaniel (Jonas Kertenis), którego wspomnienie prześladuje w dorosłym życiu, nie odpuszcza, nie daje za wygraną. Wrzucony w świat określonej wspólnoty uczestniczy w pewnej grze, gdzie wszyscy są lalkami, sztucznymi tworami, a swoiste oszustwo staje się normą egzystencji. Bohater na swój sposób walczy z ową jednowymiarowością, nie poddaje się narastającej kuli braku człowieczeństwa. Rimeikis ukazuje ową mechanizację, której echa słychać świetnie w muzyce, a także widać w choreografii scen grupowych choćby w gabinecie Coppeliusa. Kreska taneczna jest oryginalna, synchroniczna lekko sztuczna niczym nakręcane lalki. Wśród solistów wyróżnia się świetną techniką wspomniany Kertenis, a także zjawiskowa Ieva Repšyte jako Coppelia. Jednak najważniejszym jest nieoczywistość owej historii, której towarzyszy niezwykle duszna atmosfera czegoś co stało się w dzieciństwie i staje się demonicznym przekleństwem, a tajemnica nigdy nie wyjdzie na jaw. Owa intelektualna wyprawa ukazuje poszukiwania twórcze, a także wysoki poziom wykonania przez cały zespół wileński.
Martynas Rimeikis o swojej pracy jako choreograf mówi: „jest to ekscytujące doświadczenie. Mogę dzięki układaniu tańca ukazywać swoje myśli, uczucia, wyobrażenia. Moim wzorcem artystycznym stał się Mats Ek. Gdy miałem siedemnaście lat zobaczyłem jego Carmen. To było niesamowite doświadczenie”. Ale oprócz pracy twórczej, przez pięć lat stał na czele kompanii stolicy Litwy. Przypadała ona na trudny czas: „zaczęło się od pandemii COVID-19. Był to koszmar dla nas wszystkich. Należało przez dwa lata utrzymać cały zespół w dobrej kondycji. Potem rozpoczęła się pełnoskalowa wojna Rosji z Ukrainą. W konsekwencji wyeliminowania repertuaru z muzyką rosyjską utraciliśmy połowę naszych produkcji. Ten czas to nieustanne wyzwania, ale utrzymaliśmy dobrą energię i zapał twórczy. Należało również balansować pomiędzy tym co klasyczne i współczesne, ale przecież siłę zespołu baletowego wyznaczają perfekcyjnie wykonane dzieła dawne”. Rimeikis dokonał wyboru tytułu jubileuszowego samodzielnie, gdyż uważa że odzwierciedla on najpełniej jego odczuwanie, myślenie i spostrzeganie świata.
Wileńska narodowa scena baletowa przechodzi swoją transformację, której tempo i charakter zmian wytycza wizja Jurgity Droniny. To co istotne prężnie na baletowej scenie prezentuje się sztuka rodzima, a także nowe, oryginalne prace mistrzów choreografii. Cel jest jeden – być rozpoznawalnym na arenie międzynarodowej sztuki. Oby tak się stało, gdyż w mojej ocenie ten zespół na to zasługuje.
Kowno i Kłajpeda – publiczne instytucje z baletem w tle
Dwa największe miasta Litwy, po Wilnie – Kowno i Kłajpeda, posiadają instytucje, których oryginalne nazwy to Kauno valstybinis muzikinis teatras oraz Klaipėdos valstybinis muzikinis teatras. Zatem są to państwowe teatry muzyczne, które w swoim repertuarze posiadają opery, operetki, musicale i przedstawienia tańca. Pod jednym dachem należy pogodzić wszelkie sztuki, a przecież wiele zależy od oczekiwań publiczności. Niestety w owej rozgrywce najgorzej wypada zespół baletowy, który najrzadziej prezentuje swoje spektakle w ciągu miesiąca jak i całego sezonu.
Kowno, patrząc historycznie, to kulturalne serce Litwy. W murach obecnej siedziby teatru muzycznego rozwinęła się cała litewska sztuka, gdyż dzieje budynku sięgają roku 1892. Wraz z nastaniem okupacji radzieckiej w 1940 roku powołano do życia Kowieński Państwowy Teatr Muzyczny, który objął legendarną siedzibę osiem lat później po wyprowadzeniu się do Wilna sceny operowo-baletowej. Początkowo królowały operetki radzieckich kompozytorów, a z czasem repertuar uzupełniono o inne formy teatru muzycznego. Obecnie zespół baletowy prowadzony jest przez Aleksandrasa Jankauskasa, który stoi na czele dwudziestoosobowej kompanii. Szef trupy zaznacza: „obecnie zespół odnowił swoje szeregi. W ciągu ostatnich trzech lat do zespołu dołączyli tancerze z: Japonii, Malezji, Finlandii, Ukrainy, Litwy, Włoch i Hiszpanii. W zespole nie ma solistów, koryfejów, ani żadnej innej dystynkcji – wszyscy tańczą wszystko. Dziś przyjmujesz gratulacje jako czołowy solista, a jutro pracujesz jako tancerz zespołu baletowego”. Cały repertuar teatru obejmuje dwadzieścia pięć przedstawień, z czego zaledwie pięć to stricte baletowe, ale w tym trzy dedykowane młodej widowni: Kopciuszek, inna historia, Aladyn oraz Królowa Śniegu. Liczba nie rzuca na kolana, ale to konsekwencja różnorodności programowej instytucji i częstotliwości wykonań. Teatr prezentuje pięć-sześć spektakli w tygodniu, a w niedziele dwa: rano i wieczorem. Interesującym jest, że dwa dedykowane przedstawienia dla dorosłej publiczności: Desdemona oraz Carmen są w choreografii Anželiki Choliny, o której aktywności artystycznej szerzej poniżej. Jankauskas motywuje zaproszenie owej artystki, do przygotowania autorskich prac, następująco: „ Anželika jest interesująca, ponieważ jej produkcje są bliskie widzom. Są niezwykle muzyczne. Wie, jak dobrać odpowiednich wykonawców. Wie, jak osiągnąć to, czego chce. Kiedyś, gdy nikogo innego nie było, korzystała z pomocy reklamy, a teraz jest sławna i widownia przychodzi na jej nazwisko. Na Litwie to niezwykle ważny argument przyciągnięcia widzów”.
Gdy odwiedziłem Kowno, w okresie przed świętami Bożego Narodzenia, ludzie leniwo spacerowali głównym deptakiem miasta przy którym, w małym parku, znajduje się zabytkowy budynek teatru. Sala widowiskowa jest nieduża, ale okazała. Publiczność wypełnia po brzegi widownię, choć szef kowieńskiej trupy baletowej stwierdza: „Moim zdaniem, prace nad popularyzacją baletu dopiero się rozpoczęły. Fanów jest wielu, ale wciąż za mało”. I chyba rzeczywiście postać choreografki jest magnesem, który gwarantuje stuprocentową frekwencję.
Na scenie Desdemona czyli dwuaktowa wizja opowieści wywiedzionej z dramatu Williama Shakespeare’a – Otello. Analogicznie jak w Wilnie do Coppelii, muzykę do spektaklu stworzył również litewski kompozytor Anatolijus Šenderovas. Pierwotnie została ona wykorzystana w wileńskiej produkcji Kirilla Simonova w roku 2005. To co wyróżnia ową taneczną historię to bardzo dobra narracja, nieskomplikowana traktująca o wielkiej samotności ludzi, podszeptach zemsty i niezwykłej prostocie niszczenia bliźniego. Choć historia przybiera imię żony Maura to sama opowieść nie stawia w centralnym punkcie kobiety. Nie redefiniuje oryginału, jest jemu wierna. Choć należy zwrócić uwagę, że wątek kobiecy jest istotny, gdyż ukazuje ją jako narzędzie w rękach mężczyzn. To także wizja wielkiej samotności, opuszczenia Desdemony w świecie męskiej dominacji. Kluczowym dla intrygi jest oczywiście chustka, która przewija się przez całą opowieść. To symbol wierności i pozorowanej, wyimaginowanej zdrady, narzędzia do manipulowania władcą przez zdradzieckiego Jago. Tanecznie wygrywają soliści. Otello w interpretacji Deividasa Dulki niezwykle sprawnie ciałem i gestem ukazuje emocje. Wypełnia scenę całym sobą. May Jean Teo jako jego żona jest trochę tłem, choć nie pozbawiona siły tanecznego wyrazu. Widać niezwykle interesujący kontrast pomiędzy postaciami: zimnego i wydestylowanego z uczuć mężczyznę oraz kobietę, która łaknie miłości, pożądania oraz ciepła. W ów świat wkradają się jeszcze dwie postaci: Casio (Martynas Čiučiulka) oraz Jago (Valerijus Osadčenko), który posiada indywidualny, dedykowany jemu ruch ukazujący jego moc kłamstwa i niszczenia. To kontrast dla uczuć miłości – szczególnego typu namiętności politycznej. Cholina niezwykle udanie konstruuje sceny grupowe: bitwy, samotnych kobiet, prania czy też czarnych duchów zwiastujących nadchodzącą śmierć. Nie ustępują im sceny subtelne, wyciszone, ale także nie pozbawione dynamiki w wykonaniu głównych protagonistów. Dodatkowym atutem jest funkcjonalna, symboliczna scenografia autorstwa Marijusa Jacovskisa. Tło odciska ślad drewnianego okrętu, a ze sztankiet zwisają belki stropowe, które dopełniają obraz destrukcji i upadku. Muzyka przybiera ciężkie, brutalne tony, ale pomaga w budowaniu napięcia i ukazania różnorodnych typów postaci. To udany spektakl o świecie uniwersalnym jak łatwo i prosto budować intrygi gdy stawką jest władza w świecie wielkiej polityki. Zatem w małym mieście udany taniec.
Historia sceny muzycznej w Kłajpedzie sięga początków dziewiętnastego wieku, gdy założono niemiecki teatr, w którym królowały dzieła operetkowe i operowe. Zawiłe losy prowadziły przez scenę operową okresu niepodległości Litwy, a także scenę komedii muzycznej i powrotu do formy operowej w czasach radzieckich. Obecną nazwę podmiot uzyskał w roku 1987, a siedzibą stał się okazały budynek w samym sercu miasta, który przeszedł gruntowny remont w latach 2018-2024. Tym co wyróżnia scenę to podejście do repertuaru baletowego kształtowanego odmiennie od tego co można zobaczyć w Wilnie i Kownie. Za jego kształt odpowiadają Aurelijus Liškauskas – główny choreograf oraz szef zespołu baletowego oraz Gaj Žmavc – dyrektor artystyczny baletu. Owa mieszanka litewsko-słoweńska przynosi niezwykle ciekawe efekty artystyczne, gdyż scena w Kłajpedzie postawiła na repertuar współczesny. Ani jeden spektakl nie ma formy klasycznej, a dobór kolejnych tytułów współgra z technicznymi możliwościami kompanii. Ta świadomość jest niezwykle rzadka, gdy wielokrotnie najmniejsze formacje porywają się na wielkie tytuły baletowe. Dzięki owej polityce tworzy się oryginalny i na swój sposób niepowtarzalny koncept artystycznego wyrazu. Wśród choreografów znaleźli się między innymi: Martynas Rimeikis ze swoim niezwykle uznanym spektaklem Egle, królowa węży trawiastych (2019), Edward Clug, Stabat Mater i Święto wiosny (2021) czy Gaj Žmavc, Legenda do muzyki Antanasa Jasenki (2024). Jednak ton nadają wieczory tańca złożone z prac kilku choreografów.
W marcu 2023 roku swoją premierę miał program gdzie spotkały się dwa interesujące nazwiska twórców z Polski i Szwecji. Robert Bondara oraz Alexander Ekman. Obecny szef zespołu baletowego Teatru Wielkiego im. S. Moniuszki w Poznaniu – pracował już wcześniej w Kłajpedzie (2020) realizując pełnospektaklową własną wersję Fausta na podstawie Johanna Wolfganga von Goethe – przygotował dwie miniatury prezentowane podczas warszawskich Kreacji. I należy stwierdzić, że to jeszcze początkowy okres twórczości artysty, ale w nich pobłyskuje jasnym światłem indywidualny styl choreograficzny. Hiccup to duet męski, intrygujący poranek, który pełen nastrojowego klimatu ukazuje więź pomiędzy partnerami. Skupiony i bardzo dobrze wykonany, pełen emocjonalnej gry i technicznego napięcia. 8m68 to obraz piątki tancerzy w świecie zmarzliny, śniegu, sytuacji ekstremalnej. Forma ukazania relacji, bliskości pomiędzy dwoma duetami i solistką. Gwałtowna muzyka elektroniczna współgra z pełnym pasji i żaru układem. Owe dwa kawałki zostały przyjęte entuzjastycznie przez publiczność. Ale moc swoich możliwości zespół pokazał w niezwykle popularnym, pokazywanym w wielu miejscach na świecie układzie Cacti w choreografii Ekmana. Ów skandynawski bezkompromisowy artysta unifikuje w swoich pracach taniec z plastyką przy dźwiękach świetnie dopasowanej muzyki. W tym przypadku to utwory klasyków wsparte improwizacją kwartetu smyczkowego. Jednak najważniejszym jest pomysł dla wykonania, które iskrzy się oryginalnością, energią i niezwykłym humorem. Niektóre fragmenty mogą przywołać Moving Rooms Krzysztofa Pastora, w których światło współgra z taneczną ekspresją. W scenie duetu na myśl przychodzą spektakle formacji Kidd Pivot Crystal Pite, gdzie zabawa formą urzeka i bawi do łez. Ale to przede wszystkim sprawdzian dla szesnastu tancerzy, którzy muszą wykazać się niezwykłą precyzją, współgraniem i techniczną perfekcją. Rozstawieni na podestach tworzą wspólnotowy świat jedności, ale wsparty dozą indywidualności. Owa pierwsza wizyta w Kłajpedzie ukazała ciekawą formację, gdzie właśnie zespołowość odgrywa kluczową rolę w kreacji kolejnych spektakli.
Podobne obserwacje towarzyszyły mi podczas premiery we wrześniu 2025 roku. Wieczór posiadający wspólny tytuł – Forms ukazał dwie odmienne prace dedykowane właśnie zespołowi w Kłajpedzie. Douglas Lee to znana postać w naszym kraju. W zeszłym roku w Łodzi do spektaklu o wspólnym mianowniku Morze przygotował jedną z części – niezwykle udaną, pomysłową i na swój sposób nowatorską. Tym razem Brytyjczyk wykorzystując muzykę Nicolasa Savva zabiera widzów do księżyca Jowisza – Kallisto. Zbudowany ze skał i lodu z możliwością istnienia oceanu ciekłej wody stał się inspiracją dla skonstruowania abstrakcyjnej formy dla dziewięciu tancerzy. Ubrani w jednolitych, ciemnozielonych strojach tworzą obraz własnego świata. Ruchem, do dźwięków elektronicznej, rytmicznej muzyki kształtują abstrakcyjną, nieokreśloną grupową formę przetykaną solami, duetami i triami. Są one niezwykle dynamiczne, precyzyjne z wyraźnym wykorzystaniem rąk. Zachwyca współgranie grupy idealnie zharmonizowanej niczym precyzyjny, choć niekontrolowany, ruch natury. To spojrzenie na świat nieznany, daleki, ukryty, tajemny. Owa poetyka wciąga i odurza swoją zamierzoną sennością, wyciemnieniem i rozbłyskiem niczym biciem serca świata. To niezwykle udany fragment, w którym kluczowe jest zrozumienie intencji choreografa i możliwości wykonawców. Owe współgranie jest zauważalne, pełne i wartościowe.
Część drugą owego wieczoru wypełniła praca, której tytuł w polskim tłumaczeniu brzmi: Słodko-gorzkie akapity istnienia w układzie szefa artystycznego zespołu Gaja Žmavca. W tym przypadku muzyka wykonywana jest na żywo przez skład smyczkowy, a tłem są aranżacje autorstwa Vladimirasa Konstantinovasa. Brzmieniem przypominają minimalistyczne, powtarzalne kompozycje Philipa Glassa, które idealnie współgrają z ruchem, są wręcz dopasowane dla tanecznej ekspresji. Dwunastu artystów ukazuje siłę i możliwości tańca. Jedynym partnerem dla wykonawców jest światło podążające za nimi w pozbawionym narracji wykonaniu. Nie ma sekwencji grupowych, a całość jest skonstruowana dla prezentacji par, w których jednostki poszukują drugiej osoby. Taniec odgrywa nadrzędną rolę i charakteryzuje się dokładnością oraz precyzją. Ponownie celem stało się pokazanie całej formacji – zespołowości, współgrania dzięki dedykowanej autorskiej pracy twórców tańca.
Aurelijus Liškauskas w programie do jednego ze spektakli charakteryzował zespół któremu przewodzi. To niewielka grupa tancerzy w porównaniu do innych miast o podobnej wielkości. To także młody zespół, który nieustanie się zmienia, ewoluuje, rozwija. Artyści, których obecnie jest dwudziestu trzech, pochodzą z różnych stron świata, ale co wyróżnia kompanię blisko połowa pochodzi z Ukrainy. Zatem to ciekawy przykład odmiennego podejścia do repertuaru i kształtowania ciekawej tanecznej sceny Litwy.
Anželika Cholina – niezależna ikona tańca
Gdy myślisz o współczesnej, litewskiej sztuce tańca zawsze napotkasz na to nazwisko: Anželika Cholina. Dla mnie fenomen, której oddech twórczej kreatywności można odszukać zarówno w teatrach publicznych, a także w jej własnym, niezależnym przedsięwzięciu, funkcjonującym już dwadzieścia sześć lat: A|CH ( Anželikos Cholinos Šokio Teatras). Artystka o ciekawym własnym języku wypowiedzi ruchowej przy pierwszym poznaniu wydaje się niesamowicie skryta, introwertyczna, odizolowana. Ale jej życiem jest choreografia, w której realizuje się w pełni i oddaje cały swój kosmos kreatywnej myśli. Absolwentka wileńskiej szkoły baletowej, a także moskiewskiego GITIS debiutowała w roku 1996 Medeą. Dziś na swoim koncie ma czterdzieści różnych prac tanecznych, baletowych, musicali, operetek i oper, a także blisko sto miniatur choreograficznych. Jej głównym kręgiem zainteresowań pozostają jednak taneczne widowiska narracyjne, ze sprawną dramaturgią, wyrazistymi bohaterami, wielokrotnie wzorowanymi na postaciach literackich. Jej styl twórczy łączący balet z tańcem współczesnym, a także wyrazistą ekspresją, co zbliża jej przedstawienia do teatru tańca, w którym właśnie opowieść odgrywa kluczową rolę. Komunikatywność i klarowność narracji to swoisty znak rozpoznawczy jej twórczości.
Utworzenie A|CH stało się istotnym przełomem. Można owe doświadczenie rozpatrywać w kilku płaszczyznach. Pierwszej, stricte artystycznej – własnego miejsca, laboratorium swobodnej kreacji przedstawień. Po drugie – jako niezależnego podmiotu od państwowego podporządkowania, w którym własna aktywność i kreatywność jest kluczowym elementem funkcjonowania instytucji. Po trzecie – to przykład sprawnego przedsiębiorstwa artystycznego, które musi na siebie zarobić.
Dziś to jedna z najbardziej rozpoznawalnych kompanii tańca na Litwie, która w repertuarze posiada dwadzieścia oryginalnych produkcji Choliny. Święcą one wielkie sukcesy, a objazd ze spektaklami obejmuje cały kraj – od większych do mniejszych miejscowości, gdzie widownie wypełnione są po brzegi. To także tournée zagraniczne. Łącznie, przez te wszystkie lata, blisko siedemset przedstawień, które obejrzało prawie pół miliona widzów. Kluczem dla rozpoznawalności stała się owa podróż przez cały kraj, odwiedzanie nie tylko dużych ośrodków, ale właśnie mniejszych siedlisk, gdzie sztuka tańca nigdy wcześniej nie docierała. I co ważne. Repertuar proponowany przez kompanię nie jest stricte klasyczny, znany i popularny. To eksperyment z formą, ale nazwisko choreografki jest marką i magnesem dla odbiorców. Podczas spektaklu w Wilnie obserwowałem publiczność. To widzowie w różnym wieku, a przeważa średnie i młode pokolenie. To niesłychanie budujące, że litewski przykład nie utrwala stereotypu o balecie jako sztuce tylko dla emerytów.
A|CH nie posiada stałego zespołu. Do poszczególnych produkcji są zapraszani artyści, którzy współgrają z wizją artystyczną Choliny. Wsparciem w kolejnych premierach jest funkcjonująca od trzech lat formacja młodzieżowa (A|CH Juniors) mająca formę platformy edukacyjnej dla przyszłych tancerzy. Owe dwadzieścia sześć lat to czas wielu doświadczeń, ale i przykład budowania własnego miejsca, które posiada wysoką rangę wykonania. To trochę aktywność rodzinna, gdyż siostra Anželiki – Greta pełni funkcję generalnego dyrektora. Zespół zarządczy tworzą jeszcze zaledwie trzy osoby. Za obsługę komunikacji odpowiada, wcześniej związany z Litewskim Narodowym Teatrem Opery i Baletu – Arnoldas Remeika. To zgrana, choć charakterologicznie odmienna, kompania. Świadoma celów, wyzwań i odpowiedzialności za instytucję.
Greta Cholina odwołując się do powstania podmiotu, mówiła: „Założenie niezależnego teatru w 2000 roku było bardzo odważną decyzją. Ten model działalności, który nie oferował stabilnego finansowania państwowego ani stałej siedziby, był wówczas na Litwie niezwykle rzadki. Była to jednak dla nas jedyna możliwa droga, jeśli chcieliśmy swobodnie tworzyć i wystawiać spektakle zarówno na Litwie jak i w całej Europie oraz na świecie. Rozwinięty przez siostrę gatunek teatru tańca zyskał ogromną popularność na Litwie. Od samego początku teatr odnosił ogromne sukcesy – sale były pełne, publiczność chętnie przychodziła na spektakle i tak jest do dziś, a wyprzedane bilety są naszym znakiem rozpoznawczym. Z teatrem tańca Anželiki Choliny wychowało się już niejedne pokolenie. Dzięki widzom i partnerom biznesowym teatr mógł co roku prezentować nową premierę i tworzyć duże produkcje o silnym oddziaływaniu artystycznym”.
Niezwykle interesującym jest jak funkcjonuje takowy niezależny podmiot na Litwie? A|CH nie posiada stałego biura ani sali prób, która wynajmowana jest w miarę potrzeb. Cały dochód ze sprzedaży biletów jest przeznaczany na rzecz kolejnych przygotowywanych produkcji. Gościnny udział artystów powoduje konieczność dużej elastyczności i szybkiego podejmowania decyzji. Greta dodaje: „prawie sto procent naszego budżetu pochodzi ze sprzedaży biletów. Finansowanie ze środków państwowych lub projektowych jest fragmentaryczne i stanowi jedynie niewielką część. Na przykład ostatnia premiera z lipca 2025 roku: Karaliu Pasaka (Baśnie królów) kosztowała około 170 000 euro, z czego 20 000 euro pochodziło z budżetu państwa. Sektor prywatny zazwyczaj zapewnia wsparcie w formie usług, a nie bezpośrednich wkładów finansowych. Dlatego polegamy przede wszystkim na własnych zasobach”.
Owe tło organizacyjne jest istotne dla pomysłu prezentacji scenicznej. Anželika Cholina, co już zauważono, wybiera tematy narracyjne, w których dramaturgia jest komponentem spójnego widowiska. W jej pracach trudno doszukać się abstrakcji, są one klarowną wypowiedzią dla widzów. Jestem przekonany, że to dobry wybór, aby odbiorca miał poczucie świadomego uczestnictwa, a nie błądzenia myślą znaną jedynie realizatorom. Ostatnia premiera, która z wielkim powodzeniem podróżuje artystycznie po całym kraju, a bilety wyprzedane są z dużym wyprzedzeniem, w Wilnie pokazywana jest w dwóch przestrzeniach: Teatrze Narodowym oraz sali koncertowej „Compensa”. Miałem okazję oglądać spektakl w owej drugiej lokalizacji. Sala wypełniona po brzegi, a widzowie wnikliwie śledzą sceniczne losy narodowego bohatera kraju.
Karaliu Pasaka to przedstawienie przygotowane z okazji sto pięćdziesiątej rocznicy urodzin Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa – narodowego twórcy Litwy. To nie tylko kompozytor, ale także malarz, który uznawany jest za najwybitniejszego przedstawiciela kultury swojego kraju przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Żył zaledwie trzydzieści sześć lat, a zmarł w podwarszawskim Pustelniku targany chorobą psychiczną. W pamięci Litwinów jest niczym Adam Mickiewicz dla Polaków – ikoną, wieszczem, symbolem. Choreografka ukazuje bohatera jako figurę uniwersalną, a jego życie rozpisane jest na trzy okresy egzystencji: dzieciństwo, młodość oraz dojrzałość, a w postać artysty wciela się trzech różnych tancerzy. Można nazwać ową taneczną wizję jako impresję o jedności sztuk: malarstwa i muzyki, które ze sobą korespondują, komentują, współgrają. Kluczowym jest umieszczenie w tle olbrzymiej ramy, w której ukazują się kolejne prace artysty współbrzmiące z kompozycjami i opowieścią sceniczną. Cholina tworzy spójną historię na tle twórczości Čiurlionisa pisaną jego rodzinnym światem, trzema kobietami – inspiracjami, swoistymi muzami, a także przeraźliwym fatum – nadciągającą chorobą. Złowieszcze kruki są jak postępująca fala unicestwienia, której nikt się nie jest w stanie przeciwstawić.
W owej opowieści istotną rolę odgrywa natura. Świat pierwotny, ziemi, z tego z czego czerpał artysta. Choreografka niezwykle udanie buduje relacje pomiędzy protagonistami. Duety wyglądają zjawiskowo, tworząc mikrokosmos życia twórcy dawnego czasu. Jonas Laucius, pierwszy solista Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu w niezwykle sugestywny i dojrzały sposób interpretuje dojrzałego bohatera oddającego się twórczej pasji, ale i miłosnym uniesieniom. Równie udanie wypada kobiece trio duchowego wsparcia: Adele Martunaite, Nora Straukaite i Beata Molyte. Jedynym zgrzytem wydaje się udział zespołu młodych adeptów, którzy burzą ową kameralną, wysublimowaną opowieść skupioną na twórczości i życiu artysty. Komponentem współgrającym jest muzyka zarówno samego Čiurlionisa, ale także innych współczesnych kompozytorów litewskich w ten sposób oddających hołd mistrzowi. To niezwykle wyciszony wieczór, pełen nuty wadzenia się z własną litewską kulturą: jej nie oczywistością, przemilczanymi tematami i nie odkrytymi świadectwami.
Anželika Cholina opowiadała o pracy nad owym spektaklem: „Obrazy, muzyka i biografia Čiurlionisa nie istnieją oddzielnie – są jednym oddechem. Im więcej informacji nosisz w sobie, tym silniejsze jest pole widzenia, które zamienia się w bramę, przez którą zaczynają «napływać» konkretne sceny, formuje się kierunek dramaturgiczny. Następnie zostaje on «wciągnięty» w muzyczną tkankę i tworzy się całościowy obraz dzieła – dramaturgia spektaklu. To jest najważniejsza rzecz w moich przedstawieniach”. Tym co interesowało artystkę nie był biogram artysty, ale „samotność, kosmiczne myślenie, wrażliwość”. Nie jest to spektakl edukacyjny, ale forma doświadczenia, przeżycia, współodczuwania. Choreografka dodaje: „Čiurlionis jest mi nie tyle duszą bliską, co raczej bardzo zrozumiałą. Różnica polega na tym, że mój silny charakter chroni mój talent, który mi dano, przed okrutnym i niesprawiedliwym światem. W sztuce, nawet dziś, jest wielu ludzi podzielających los Čiurlionisa – niezauważanych, niezrozumianych, niedocenionych w porę, przewrażliwionych do tego stopnia, że nie potrafiących wyrazić siebie w tym hałaśliwym i przesyconym bodźcami świecie”. Owe uniwersum właśnie odrzucenia, braku akceptacji i tragicznych konsekwencji własnej wrażliwości pulsuje w owej wypowiedzi tanecznego teatru, który jednych wciąga i odurza, a innych może pozostawić obojętnym.
Owe spotkanie z zespołem Anželiki Choliny ukazało mi jak może wyglądać niezależna formacja tańca, która daleka jest od sztampowości, powierzchowności utartych wykonań klasycznych produkcji. Tu marką jest nazwisko choreografki kształtującej własny świat tanecznego spełnienia, który trafia na podatny grunt odbiorców. To swoista symbioza – pomysłu i oczekujących artystycznego zadowolenia. Udana forma tanecznych opowieści w prywatnej instytucji.
Taniec – nie balet!
Owe hasło może wydać się nieadekwatne gdy analizujemy związki obu terminów. Choć są one ze sobą logicznie powiązane, to dla środowiska niezależnego tańca na Litwie wygląda to zupełnie inaczej. Podczas rozmów, należy wykazać się dużą ostrożnością aby nie utożsamiać owych dwóch światów. Tak naprawdę istotą jest odróżnienie podmiotów niezależnych od tych, które finansowane są budżetu państwa oraz sztuki współczesnej oddzielonej od tego co klasyczne. To także ma wpływ na strukturę organizacyjną oraz aktywność artystyczną owych instytucji. Najlepszym forum innowacji, trendów, stylistyk i to praktycznie wszystkich krajów bałtyckich jest wydarzenie organizowane od roku 1997 – New Baltic Dance. Wiosną, każdego roku kilka scen stolicy zamienia się w miejsce pokazów nowoczesnego tańca. To spotkania tego co już uznane, zauważalne i rozpoznawalne z nowymi trendami i lokalnymi odkryciami. W tym roku pierwsza prezentacja miała miejsce zimą. Tragedia w wykonaniu Compagnie Olivier Dubois, to radykalny, wyrazisty, przełamujący stereotypy spektakl. Był on świadomą decyzją dyrektorki festiwalu – Gintarė Masteikaitė. Jego aktualność wpisywała się w bieżącą sytuację kultury na Litwie. Kuratorka pisała, że, „społeczność kulturalna przechodzi trudny okres. Ludzie protestują w obronie opartej na wartościach postawie osób pracujących w sektorze kultury, sytuacji finansowej i potrzebie wolnego oraz godnego ekosystemu kulturalnego. W tańcu ciało jest zawsze polityczne. A Tragedia to wyjątkowe dzieło, które bez użycia słów mówi o walce, kruchości i odporności. Uważam, że bardzo ważne jest, aby publiczność mogła doświadczyć tego spektaklu już teraz, ponieważ porusza on istotne pytania: kim jesteśmy i jak zachować nasze człowieczeństwo”.
I można powiedzieć, że świat niezależnego tańca naszego sąsiada jest aktywny w wyrażeniu siebie, własnej sztuki, ekspresji, wartości. Ale także poszukuje miejsca w obecnej sytuacji społecznej, a także ekonomicznej. Interesującym jest, że główne ośrodki tej formy aktywności pokrywają się z siedzibami instytucjonalnych podmiotów. To analogicznie Kłajpeda, w której od 2012 roku funkcjonuje Šeiko Dane Company prowadzony artystycznie przez Agniję Šeiko. Stały zespół tworzy ośmioro tancerzy, a repertuar to nie tylko widowiska tańca, ale także muzyczne, dla dzieci czy wydarzenia w przestrzeni miejskiej. To forma budowania środowiska, wspólnoty, których kontekstem jest taniec.
Najdłuższą tradycję funkcjonowania posiada formacja z Kowna – Kauno Šokio Teatras „Aura” powstało jeszcze w czasach Związku Radzieckiego – w roku 1980. Odwołuje się do czasów studia tanecznego prowadzonego przez Birute Letukaite. Dziś to nie tylko autorskie przedstawienia, ale również festiwal, który stał się przestrzenią prezentacji dla tańca współczesnego. Jednak wydaje się, że najciekawiej prezentuje się formacja stolicy Litwy.
VšĮ Urbanistinio Šokio Teatras „Low Air” (Publiczny Teatr Tańca Miejskiego „Low Air”) został założony w roku 2012 przez Airidę Gudaitė i Laurynasa Zakevičiusa, którzy postawili przed sobą ambitne zadanie nie kształtowania tylko zespołu artystycznego dla kreowania przedstawień, ale zbudowania sprawnej instytucji, w której taniec odgrywa kluczową rolę unifikującą wszystkich zainteresowanych tą formą sztuki. Ważnym jest, że ich ścieżka wiodła ze świata otwartego, przestrzeni miejskiej, w której realizowali swoje pierwsze projekty artystyczne. Są naturalnie wrośnięci w ulice Wilna, jego tchnienia, cegły, parki i społeczność. Taniec to w ich rozumieniu żywa, dynamiczna akcja społeczna, która zmienia interakcje ludzkie, ale także odmienia postrzeganie środowiska oraz pozwala wejść w relacje z technologiami i żywymi systemami. Wizją formacji jest wzmocnienie roli tańca jako siły inspirującej, edukującej, łączącej i tworzącej przestrzeń dla wspólnoty. Misję stanowiła promocja pomijanych form tańca, które winny stać się dostępne dla każdego zainteresowanego. Trzy główne cele to: wiedza o tańcu, widoczność tańca oraz przestrzeń interakcji poprzez taniec.
Blisko piętnaście lat aktywności podsumowuje Laurynas Zakevičius. „Ten czas to proces kształtowania organizacji publicznej, budowania programu, współpraca z innymi artystami, a także rozpoznawalność. To także kształtowanie publiczności. W owym okresie zmieniło się bardzo dużo. Jednym z naszych największych osiągnięć było założenie prywatnej szkoły tańca. Uważamy, że to olbrzymi sukces. Przygotowuje ona naszych absolwentów do podjęcia studiów, w tym zakresie, na całym świecie”. To innowacja, odmienność wobec utartej stylistyki nastawionej na kształcenie klasyki. Tu ważnym jest podejście do poznania różnorodnej tanecznej współczesności. Owa inicjatywa to nie tylko szkoła, ale również przygotowywanie przedstawień, współpraca międzynarodowa, występy podczas festiwali. Różnorodność to cecha wyróżniająca „Low Air”.
Ciekawym jest model organizacyjny. Zakevičius mówi: „jesteśmy instytucją publiczną. To dość pojemne określenie, które unifikuje własność prywatną, ale otwartość dla szerokiego odbiorcy – publiczny dostęp dla każdego. Współpracujemy w ramach lokalnych stowarzyszeń, ale nie mamy stałego finansowania. Występujemy o granty, które są realizowane w cyklu kilkuletnim. Pobieramy opłaty za szkołę, wszak to przedsięwzięcie prywatne”. Dziś najwięcej aktywności zajmuje szerokie pojęcie produkcji, tworzenie bytu organizacyjnego. W nim mieści się sfera edukacyjna i artystyczna. Trochę sama ekspresja twórcza zeszła na drugi plan. Twórcy miejsca wskazują, że to forma kształtowania polityki kulturalnej zaplecza dla kreatywności innych, ale jest to niezbędne dla konstruowania kolejnego pokolenia artystów, ale także oddawania pola innym kreatorom tańca. „Jesteśmy mocno zaangażowani w społeczność, organizując przestrzeń do działań budujemy środowisko tańca. Uważam, że to dziś jest nasza nadrzędna rola” – dodaje Zakevičius. Aktywność artystyczna „Low Air” rozpoczynała się na ulicy, dziś tworzą na scenie, ale także w zewnętrznych przestrzeniach. Wszystko zależy od możliwości wykonawczych i miejsc prezentacji.
Owe wyraziste oddzielenie tańca od baletu wiąże się z historią, ale i dniem dzisiejszym. Jasne określenie, że jest się formacją taneczną ukazuje niezależność od państwa. Cały sektor tejże sztuki powiązany jest z przestrzenią pozarządową, autonomiczną. Co ważne niezwykle trudno umieścić tę formę aktywności w przestrzeni organizacji kultury na Litwie. Z jednej strony to silna pozycja baletu, a z drugiej włączenie tańca w całe spektrum aktywności sztuk performatywnych łącznie z teatrem czy sceną muzyczną. To swoista walka o ukazanie swojej niezależności, jakościowej pozycji, a nie rozmycie się w wielowątkowości i wieloelementowości twórczej. To forma lobbingu, wywarcia presji na rządzących, aby zwrócili uwagę na teraźniejszość, a nie patrzyli tylko w przeszłość widzianą klasyką na tanecznej scenie. Zatem owe budowanie pozycji i podkreślanie słowa taniec ma znaczenie kluczowe dla rozwoju tejże sztuki widzenia współczesności, jej rozumienia – nie tylko przez zainteresowaną publiczność, ale przez władze, której wielokrotnie wiedza ogranicza się do schematów i utartych sloganów pisanych dawnymi czasami.
Podróż w świat tanecznej Litwy miała różne oblicza: odległe i bliższe, lokalne i międzynarodowe. Ale to miejsce różnorodności, w której twórcy odgrywają istotną rolę nacisku społecznego oraz ukazują, że dialog pomiędzy sztuką a władzą jest możliwy, choć trochę niezrozumiały. Polityczna rzeczywistość mocno odcisnęła piętno we wszystkich miejscach, które odwiedziłem. Bowiem artystom leży na sercu niezależność i godne finansowanie. Interesującym jest niesamowity rezonans społeczny owej kulturalnej aktywności. To świadectwo, że warto tworzyć, być, konstruować, budować artystyczne kosmosy. A sztuka tańca odgrywa istotną rolę i to zarówno w sferze państwowej, publicznej czy prywatnej. Ciekawy przypadek małego kraju z kulturą jako znakiem rozpoznawczym i świetnym magnesem promocyjnym. Warto to wykorzystać i cenić, bo unikatowość łatwo zabić ideologicznym dyktatem.
[Benjamin Paschalski]