Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Benjamin Paschalski w Tańcu
Benjamin Paschalski w Tańcu

Nasze krajowe, skromne życie sztuki tańca posiada swoje święta i celebry. Jedną z nich niezmiennie, od roku 1968, w cyklu dwuletnim, pozostają Łódzkie Spotkania Baletowe. Mają swoją ciekawą historię, wierną publiczność i zawiłe losy, które definiowane są kolejnymi dyrekcjami Teatru Wielkiego – organizatora wydarzenia. W przeszłości dominowały, w programie imprezy, zespoły krajowe, a odkrycie stanowiły kompanie zagraniczne. Od dobrych kilku edycji, ów trend jest odwrócony. Górują goście z innych zakątków świata, a wyjątek stanowi premiera gospodarzy. Owe podejście coraz bardziej wydaje się polemiczne i nie przystające do naszych czasów. W krajowych instytucjonalnych ansamblach mamy zdecydowaną większość obcokrajowców, również zagraniczni choreografowie i to uznani, realizują swoje prace na naszych scenach. Zatem rodzi się pytanie czy nie warto powrócić do ukazywania także rodzimego dobrostanu, który śmiało może konkurować z tym co możemy zobaczyć w innych siedliskach naszego kontynentu i całego globu? I oczywiście, co podkreślałem wielokrotnie, jest to przede wszystkim wydarzenie tańca, a nie tylko baletu, gdzie sztuka klasyczna traktowana jest marginesowo. To nie zarzut, a stwierdzenie faktu. Jasnym jest aby podczas tego typu imprezy, ukazywać to co nowe, odkrywcze i nieznane u nas. Ale i tak oferta kilku ostatnich edycji nie nadąża za rozwojem sztuki tańca. Lista potencjalnych choreografów, których powinna zobaczyć nasza publiczność jest naprawdę długa. Zatem wydarzenie łódzkie ma swój wielki walor poznawczy – przybliżania, ukazywania nieznanego, ale jednak już drugiej młodości wobec zdarzeń, które dziś pulsują ruchem na wielu deskach tanecznych scen. Oby ów kalejdoskop twórców poszerzał się, ukazywał różne stylistyki, a nie obracał jedynie w świecie znanych już postaci.
Inauguracja, co już jest utartą tradycją, należy do zespołu baletowego Teatru Wielkiego w Łodzi. Coraz częściej – i to jest trend światowy – wieczory baletowe otrzymują jeden, wspólny tytuł. Ma on być pewnego rodzaju mianownikiem, wspólnym odniesieniem, wiodącym tematem. To również pewnego rodzaju chwyt marketingowy będący dla widzów przewodnikiem, podpowiedzią tego czego mogą spodziewać się po propozycji baletowego wieczoru. W zeszłym sezonie na deskach łódzkich było to Morze, a choćby nie tak dawno we Wrocławiu Lumiere, gdzie światło, to co wydaje się dodatkiem, scenograficznym uzupełnieniem, zostało wyłuszczone na planie głównym. Pierwszy spektakl tegorocznego łódzkiego przeglądu przybrał tytuł Supernova. Tym razem podbudowa nie odnosiła się do zjawiska fizycznego, namacalnego, ale odwołuje do ujęcia filozoficznego. Joanna Szymajda w programie do spektaklu, wskazuje: „Supernova ujęta w kontekście filozoficznym to przede wszystkim metafora oznaczająca radykalną przemianę, koniec starego porządku i początek nowego (…)”. Zatem owa koncepcja w pewnym sensie wpisuje się w naszą rzeczywistość: zmiany, przejścia, upadku dotychczasowego świata, norm, zasad. Można owe rozpatrywać w sensie globalnym, międzynarodowym czy lokalnym. Owa pojemność terminu idealnie wpisuje się w określenie baletowego łódzkiego dyptyku, który zaskakuje swoimi ujęciami, gdyż miesza się w nim to co dawne, przebrzmiałe z tym co nadchodzi, na swój sposób niweczy, degraduje i unicestwia tworząc jedną, wspólną machinę ludzkiego społeczeństwa jednowymiarowego. Dwie prace wieczoru wchodzą ze sobą w dialog. Pierwsza odwołuje się do tego co minione, jest spojrzeniem na to co zostawiliśmy za nami. A druga jak futurystyczna siła ukazuje to z czym się nam przyjdzie zmierzyć już wkrótce, albo znamy jedynie zjawiska z kart utopii politycznych.
Jacek Przybyłowicz, uznany tancerz i choreograf, który sporą część swojej kariery związał z formacjami izraelskimi, w tym głównie Kibbutz Contemporary Dance Company, obecnie stale pracujący z zespołem Teatru Wielkiego w Łodzi, w swoich pracach poszukuje własnego, oryginalnego języka wypowiedzi ruchowej. I choć jest artystą uznanym to nadal ma w sobie duszę pioniera odkrywającego kolejne krainy tanecznego świata. Tym razem zrealizował pracę trochę na zadany temat – wszak kluczem stała się owa „supernova”. Do współpracy zaprosił kompozytora Adama Walickiego, który stworzył, wykonywaną na żywo, minimalistyczną muzykę. W niej pobrzmiewa nuta sentymentu, nostalgii, swoistego dawnego brzmienia, którego możemy doszukać się w starych filmach, a także we własnej głowie, gdy odwiedzamy zapomniane fragmenty miast i dzielnic. Właśnie owa tajemnica przeszłości, tego co ulotne, z czym należy się rozstać stanowi oś ideową najnowszej pracy choreografa.
Echoes są jak pobłyski, brzmienia, refleksy tego co dawne, odkryte w pamięci, która jest ulotna, krótkotrwała. To trochę jak nasze życie utkane ze strzępów budujących otok naszej indywidualnej przeszłości. Punktem odniesienia stała się Łódź. To nie pierwsze inauguracja spotkań baletowych gdy właśnie historia miasta zostaje odwzorowana w pracy choreograficznej. Warto przypomnieć tryptyk Graya Veredona: Ziemia obiecana (1999), Kobro (2003) i Kolor żółty (2005). Tym razem Przybyłowicz nie obiera konkretnej historii, powieści za punkt wyjścia własnej narracji. Staje się nią miasto. Tancerze wchodzą na scenę z widowni. Są jak przybysze, migranci, z różnych stron, światów, rzeczywistości. Tu fikcja zlewa się z realnością, wszak spory odsetek artystów baletu to cudzoziemcy. Zatem to trochę rzecz widziana ich oczami, tego co pozostaje w ich odbieraniu pulsu miasta. Swoistego echa przeszłości. Dodatkowym elementem jest materiał historii mówionej: czym stała się Łódź bezpośrednio po wojnie – stolicą polityczną i kulturalną, to także wspomnienia pracowników macierzystego teatru i zanikających zawodów techników teatralnych, a także pobrzmiewające nazwisko Władysława Strzemińskiego – symbolu rozwoju sztuki, który do dziś pozostaje wyrazistym pobłyskiem przeszłości. Owe przywoływanie pamięci to poszukiwanie śladów tego co dawne, minione.
Tancerze w charakterystycznych mundurkach harcerskich są jak nowicjusze odkrywający ów świat zapomniany. To także splatanie się losów kolektywnych z charakterystyczną i wyrazistą sceną stołu, która w synchronicznym wykonaniu ukazuje szczególny rytm włókienniczego miasta pisany dźwiękiem maszyn oraz syren fabrycznych. To również powiewający sztandar rewolucji i zmian społecznych. Nie obce są także sekwencje zindywidualizowane, subtelne, gdy w duetach oddycha codzienność, miłość i banalna radość. Kreska choreograficzna jest współczesna, subtelna i współgrająca z możliwościami całej grupy. To nie opowieść o konkretnych losach, ale rzecz dla wspólnoty, kolektywu dającego pewne świadectwo tego co minione. Wielokrotnie narzekałem na jakość wykonania łódzkiego zespołu. Tym razem było odmiennie – razem, klarownie, wyraziście, dojrzale. To swoista ścieżka spełnienia, poszukiwania śladów, które za chwile znikną zalane betonem lub odejdą z ostatnimi weteranami i strażnikami pamięci historii Łodzi. Przybyłowicz zrealizował przedstawienie o istocie pamięci. Mocno rozedrgane, niby niepoukładane, niespójne. Ale właśnie to jest jego siła, bowiem te mikroświaty budują naszą przeszłość ulegającą coraz większej deformacji i zapomnieniu.
Sharon Eyal to jedna z najważniejszych postaci współczesnego świata tańca. Analogicznie jak Przybyłowicza, jej ścieżka kariery kształtowała się w Izraelu, choć dziś podbija jej choreograficzna wizja prawie wszystkie sceny świata. To co wyróżnia jej styl to indywidualna kreska skupiona na rytmie muzyki i perfekcyjnym dopasowaniu układu do jej brzmienia. To sztuka kompletna, gdzie pierwsze miejsce odgrywają tancerze, ale nie istnieją bez kompozycji muzycznej. Jej prace mają charakter kolektywny. Układy zazwyczaj powstają we współpracy z Gai Beharem, a muzykę, która przypomina bity imprezy techno, tworzy Ori Lichtik. Oryginalną stylistykę powiela ona w kolejnych pracach, które czasem można uznać za wtórne względem siebie. Mimo owego poczucia posiadają one niesamowitą siłę przyciągania, wręcz wchłonięcia w ów bit stanowiący połączenie wspólnego kroku i dźwiękowego odurzenia. Bedroom Folk pierwotnie zrealizowany w roku 2015 dla Nederlands Dans Theater w Hadze to hipnotyczna, urzekająca praca dla czternastu tancerzy. Tło stanowi jedynie światło wyreżyserowane przez Thierry Dreyfusa, które tworzy pola poruszającej się masy, a także horyzont w dwóch barwach – czerni i czerwieni. To niczym wschody i zachody słońca. Zmieniającej się zewnętrznej rzeczywistości, a trwającej w swoistym ruchowym transie wspólnoty. Wspólny ruch, niesamowita koncentracja, skupienie to najważniejsze elementy dla wykonania. Towarzyszy mu narastająca, minimalistyczna, powtarzalna, na swój sposób złowroga, muzyka. Trans, ekstaza. Sformatowana, jednolita komuna w ruchu, przesuwaniu się, po całej płaszczyźnie sceny. Jednolite czarne kostiumy potęgują ów stan niesamowitości. Nie ma przemocy, gwałtu, ale bije z owego układu wielka siła. Nie jest nią tylko ekspresja, ale narastająca fala nowego, odmiennego, nieznanego, a przez to doskwierającego.
Istotnym jest niezwykle dobra synchronizacja i współgranie wszystkich tancerzy. W Łodzi to dynamiczna, skupiona i oddająca puls jedności formacja. I owszem, porównując z innymi wykonaniami, brakuje może pełnej ekspresji, wkrada się zbyt wiele klasycznej delikatności, deficytu swoistej demoniczności, dzikości w oczach i sylwetce tancerzy, to i tak widać niesamowite zaangażowanie i wielki zapał wykonawców. Z przyjemnością, ale i lekkim przestrachem, ogląda się ową taneczną czarną kulę, która swoją mocą wznieca żar niepewności tego co przed nami. To mocna wypowiedź łódzkiej formacji. I znów pozytywna ocena, że to co bywało drzewiej mankamentem staje się nareszcie realne – zespołowość! Wielkie brawa i chciałoby się pogratulować kreatorom, ale nie byli obecni na premierze z powodów politycznych – obawy o możliwe niepożądane reakcje spośród odwiedzających teatr.
Kolejne Łódzkie Spotkania Baletowe zostały rozpoczęte. Tym razem trochę nietypowo, filozoficznie, z drugim dnem, ale z udanym tańcem. I to chyba najważniejsze, że opuszczając mury Teatru Wielkiego pozostajemy z myślami tego co można było zobaczyć na scenie. To sztuka nieobojętna, a podlana sosem teoretycznym wznieca jedynie intelektualny wysiłek. I ważne aby trwała i się rozwijała dla kolejnych pokoleń łaknących przeszłości choć w świecie niejasnej przyszłości.
Supernova (Echoes, Bedroom Folk), Adam Walicki, Ori Lichtik, choreografia: Jacek Przybyłowicz, Sharon Eyal/ Gai Behar, balet Teatru Wielkiego w Łodzi, Łódzkie Spotkania Baletowe, premiera: kwiecień 2026
[Benjamin Paschalski]