Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Benjamin Paschalski w Tańcu
Benjamin Paschalski w Tańcu

Każda nowa inicjatywa w sztuce baletowej, która ma szansę rozwoju i powodzenia, jest witana z wielkim oczekiwaniem i aplauzem. Nie możemy poszczycić się, w naszym kraju, szerokim kalejdoskopem przeglądów i festiwali w owym zakresie dlatego warto śledzić pojawiające się zjawiska artystyczne. Za takowego nowicjusza, choć to już trzecia edycja, można uznać organizowany przez Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu festiwal Przedwiośnie Baletowe. Kumuluje on zarówno nowe trendy i spojrzenia na taniec poprzez prace choreograficzne tancerzy macierzystej instytucji, ale też staje się polem poznania odmiennych prac zarówno krajowych, jak i zagranicznych formacji. Trzymam kciuki aby owe przedsięwzięcie rozwijało się, trwało, również pod nowym kierownictwem, które zagości w szacownych murach budynku pod Pegazem od 1 września 2026 roku. Owe przedsięwzięcie, z każdym rokiem rozwija się, a co ważne istnieje złakniona publiczność – i to nie tylko Wielkopolska – do poznawania nowych, nieznanych wydarzeń owej sztuki. T świetne uzupełnienie Łódzkich Spotkań Baletowych, które mają charakter biennale, a także pomniejszych przeglądów tańca. Warto inwestować w owe wydarzenie, rozwijać je, bo właśnie balet dziś święci frekwencyjne trumfy na całym świecie i staje się silnym magnesem dla widowni. Warto zwrócić uwagę, że kryzys Metropolitan Opera jest zauważalny, a odmiennie wyglądają raporty American Ballet Theatre i New York City Ballet. Niech tylko to spostrzeżenie będzie sugestią dla naszych, krajowych liderów placówek muzycznych, dlaczego warto inwestować w zjawiska ze sfery tańca. I niech trwa poznańskie zdarzenie, gdyż nie tylko daje szansę poznania odmiennej stylistyki, ale również jest świetnym polem dla ukazania siły naszych formacji baletowych.
W Poznaniu spędziłem zaledwie jeden dzień i był to wybór celowy. Na deskach gościł jedyny zagraniczny zespół tejże edycji – balet Narodni Divadlo z czeskiego Brna. Odwiedzałem to miejsce kilkukrotnie i prawie zawsze towarzyszyły mi mieszane uczucia po widzianych przedstawieniach. Niezwykle cenię wybory repertuarowe, z tego co miałem szansę zobaczyć: prace Pavla Smoka, Cyrano de Bergerac w układzie Jiřiego Bubenička, a także Coco Chanel Mário Radačovsky’ego Jednak opuszczając sale teatralne odczuwałem niedosyt wykonawczego spełnienia. Najwięcej zastrzeżeń mam dla choreografii szefa zespołu, wspomnianego Radačovsky’ego, który kieruje artystycznie zespołem od trzynastu lat. Pochodzący ze Słowacji artysta, przez lata związany z Nederlands Dans Theater prowadzonym przez Jiřiego Kyliana, w moim odczuciu nie posiada silnej, indywidualnej kreski choreograficznej. Owe doświadczenie spektaklu o ikonie mody zostawiło olbrzymi niedosyt dramaturgiczny i wykonawczy plasując styl jako przeciętny i mało dojrzały. Poznański występ gościnny to chyba pierwszy w Polsce pokaz choreograficznego języka artysty. Tym bardziej interesujący, że od sezonu 2027/28 ma on objąć artystyczny ster kompanii baletowej Narodni Divadlo w Pradze zastępując na tym stanowisku Filipa Barankiewicza. Tym bardziej ów pokaz wydał się wart obejrzenia i refleksji tego co nas może spotkać już wkrótce na deskach stolicy Czech.
Wybór repertuarowy gościnnego występu wydaje się, że był dobrze przemyślany. To jedna z najważniejszych prac Radačovsky’ego – Black & White, będąca indywidualną interpretacją Jeziora łabędziego Piotra Czajkowskiego. Ciekawa jest geneza owego tytułu, o której mówił w spotkaniu z publicznością choreograf. Przygotowanie przedstawienia to konsekwencja poważnej choroby artysty. Gdy otrzymał diagnozę nowotworu i przebywał przez długi czas w szpitalu, to obserwował pobliskie jezioro na którym swoje legowiska miały łabędzie. Owe doświadczenie szpitalne zestawione z owym obrazem stało się inspiracją dla realizacji owego projektu. Na swój sposób zaklęcie, życzenie – gdy wyzdrowieje podejmie ową próbę zmierzenia się z arcydziełem sztuki baletowej. I tak też się stało. Owa interpretacja to swoiste przetykanie się dwóch światów: owego bajkowego i realistycznego, w którym fartuchy szpitalne stanowią istotny element diagnozy, która może być przekleństwem, ale i nadzieją. Istotą stało się zbudowanie kontrastu: między tym co białe – lekarze, na swój sposób opresyjne, ale dające wybawienie i czarnego – wciągającego i urzekającego, choć ostatecznie niebezpiecznego. Dodatkowo symbolem, który pojawia się w dekoracji jest woda i lustra, które służą spojrzeniu na samego siebie, wejście w głąb indywidualności. Drugim elementem, który miał stanowić nową perspektywę baletowej narracji to postawienie w centralnym punkcie Zygfryda, skonstruowanie opowieści o męskim bohaterze. Podkreślenie owego wątku wydaje się nietrafione. Ów balet jest tak zbudowany, że bije wręcz z niego historia księcia, jako głównej postaci. Wszystkie inne są tłem, dla jego wyborów, decyzji, motywacji. Dodatkowo to jedyna postać w całym oryginalnym układzie, która występuje we wszystkich aktach. I choć tytuł odwołuje się do dziewcząt-ptaków to logika konstrukcji narracji ukazuje świat męskiej wizji i indywidualnych dążeń. Zatem o czym jest owe oryginalne spojrzenie Radačovsky’ego?
Wydaje się, że to lekko zagmatwana rzecz, gdzie twórca chciał powiedzieć za dużo i zbyt wiele gubiąc się we własnej logice wywodu. Z jednej strony ma to być świat realny, współczesny, uniwersalny. Tak wygląda początek ze swoistą medyczną diagnozą kobiety w białym fartuchu, po którym następują upadki księcia (Arthur Abram). Można w owym epizodzie widzieć również formę zauroczenia, fascynacji. Ale to już są tylko domniemania. Owego dojrzałego mężczyznę otacza świat czarny, wyzwolony, różnorodny. Tu główną postacią, swoistym wodzirejem jest Rottbart (Rin Isomura) oraz Czarny Łabędź (Se Hyun An). Toczy się gra o względy, uczucia, dominację. I owa barwa zmienia się na biel. I nie byłoby w tym zaskoczenia, ale choreograf czyni woltę myślową i ukazuje świat łabędzi. I to dosłownie, gdyż solistki przybierają pozy pływających ptaków po tafli wody. Nie jest to do końca zrozumiałe, gdyż owa wizja w żaden sposób nie odbiega od oryginału. Mamy księcia, świat fantastyki, Rottbarta, który owszem jest towarzyszem, ale stara się odwlec przyjaciela od owej odmiennej krainy i oczywiście pojawia się zjawiskowy Biały łabędź (Gloria Bengalia). Nie jest w paczce, charakterystycznym kostiumie wykonywania tańca klasycznego, ale można zauważyć spójność z oryginałem opowieści. Jest fascynacja, zauroczenie, udany duet. Próba wyrwania się z dawnego świata, poświęcenia dla nowo poznanej osoby. Co jeszcze bardziej zastanawiające to kolejne sekwencje tylko utrwalają owe światy odmienności i chęć odmiany życia Księcia, odejścia z opresyjnego stanu tego co otacza, ale nie ma żadnych przełamań, rozwinięcia wątków. Co gorsza finał posiada tak wiele znaczeń i symboli, że nie można połapać się o co chodzi głównemu twórcy. Dalej, rezygnuje on z widowiskowości, nie ma tańców narodowych, różnorodności. To wydestylowany dramat zamknięty w owym czworokącie zależności, tylko bez żadnego jasnego zakończenia. Nie można klarownie odpowiedzieć na pytanie o czym jest ten spektakl. O znudzeniu światem? O poszukiwaniu siebie? Za dużo ścieżek i możliwych interpretacji.
Owe pogubienie dramaturgiczne pogłębia średni taniec pozbawiony ikry i żywiołowości. Nie jest on współczesny, to raczej wprawki neoklasyczne i to niestety bardzo ograniczone, mało atrakcyjne i oryginalne. Zespół wypada blado, jest niezgrany, słabo współgrający. Widać w nim bardzo dużo niepewności i swoistego wykonawczego przerażenia. Wśród solistów poprawnością wykazali się – najlepsi i najciekawsi Gloria Bengalia i Rin Isomura, a w drugiej części dołączył do nich Arthur Abram, który rzeczywiście zachwycił techniką wykonawczą. Jednak całość wygląda na niezwykle wymuszony pokaz, który absolutnie nie zachwyca, ani nie porywa. I można powiedzieć, że to kolejne wykonanie, w coraz szerszym kalejdoskopie, gdy opis wyprzedza to co można zobaczyć na scenie. Drugi wniosek to fakt niezaprzeczalny – zespół poznański nie ma absolutne czego się wstydzić. Zarówno jakością prezentacji, pomysłem choreograficznym, nie tylko zaproszonych twórców, ale przede wszystkim obecnego szefa Roberta Bondary, jest innowacyjną i dojrzałą kompanią w naszej części Europy.
Zatem, mimo minorowego nastroju, gdy opuszczałem mury zasłużonej placówki w Poznaniu, marzę o tym aby tego typu przeglądy jak Przedwiośnie Baletowe trwały, gdyż są miejscem porównań, ukazują różnorodność i w jakim kierunku rozwija się sztuka baletowa nie tylko w dalekim świecie, ale i blisko nas. I jest to niezwykle budujące, bo przecież poznawanie innego to rozumienie siebie. A to już bardzo dużo!
Black & White, Piotr Czajkowski, choreografia: Mário Radačovsky, balet Narodni Divadlo w Brnie, pokaz w ramach festiwalu Przedwiośnie Baletowe w Poznaniu, marzec 2026
[Benjamin Paschalski]