Physical Address

304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

REWOLUCYJNA OPOWIEŚĆ – „DOKTOR ŻYWAGO” SLOVENSKO NARODNO GLADISCE OPERA BALET W LUBLANIE

Ostatnia baletowa wizyta w stolicy Słowenii – Lublanie, stała się nie tylko ciekawym doświadczeniem artystycznym, ale również kontekstem do przemyśleń. Dzieje tanecznych historii układają się w interesującą układankę inspiracji. Jednym z pierwszych źródeł stały się baśnie i bajki ze sztandarowymi opowieściami do muzyki Piotra Czajkowskiego. Po nich następowały źródła zaczerpnięte z dramatów, gdzie ważną rolę odgrywały arcydzieła Williama Shakespeare’a. Coraz częściej choreografowie sięgają po powieści czy scenariusze filmowe, gdy wielowątkowość może budować interesujące zjawiska sceniczne. Obecnie owe miejsce inspiracji, wynikające z literatury, zajmują autorskie projekty i pozbawione linii przewodniej taneczne wykonania. Ciekawa jest owa różnorodna droga. Można w niej zauważyć niezbyt dużą liczbę autorskich opracowań nowych zdarzeń tanecznych. Jeżeli pojawiają się współcześnie, narracyjne historie, przy współudziale dramaturga, to zazwyczaj czerpią one z owej tradycji literackiej w nieco odmienionym spojrzeniu, blasku, kontraście. Świetnym przykładem mogą kolejne prace wywiedzione z Makbeta. W zeszłym sezonie Hellen Pickett w Amsterdamie, a obecnie Akram Khan w Kopenhadze ukaże własną perspektywę owego dramatu widzianą oczami Lady Makbet. Jednak utwierdza mnie to w przekonaniu, że w perspektywie współczesnego baletu brakuje dramaturgów, którzy byliby w stanie zainspirować choreografów do skonstruowania odważnej, innowacyjnej opowieści odmiennej od tej znanej z kart książek i filmowych ekranów. Skoro teatr dramatyczny posiada nowe historie to może i czas dla tanecznej sceny przełamania utartego schematu i bariery dla tworzenia nowych narracji.

Jednak nim to nastąpi warto odkrywać podczas baletowych podróży nieznane interpretacje tego co możemy odnaleźć w domowych bibliotekach i zasobach kinematograficznych. Choreografem, który idealnie odnajduje się w owych literackich wzorcach, przełamując utarty schemat dawnych opowieści, jest Jiři Bubeniček. Ten czeski artysta, choć urodzony w polskim Lubinie, przez lata związany z hamburskim zespołem Johna Neumeiera i Semperoper w Dreźnie, dziś zajmuje istotne miejsce w kreacji własnych baletowych dzieł. Specjalizuje się w pełnospektaklowych wykonaniach, które posiadają niebagatelną wartość świetnie dobranej muzyki kształtującej komplementarne widowisko. Często współpracuje ze swoim bratem bliźniakiem Otto, który posiada niemal identyczną ścieżkę kariery, choć obecnie zajmuje się raczej stroną wizualną przedstawień. Dorobek Jiřego Bubenička jest imponujący. Wśród jego tanecznych opowieści należy wspomnieć o Fortepianie inspirowanym filmem w reżyserii Jane Campion, Procesie na podstawie Franza Kafki czy również wywiedzione z obrazu X Muzy autorstwa Federico Felliniego – La Strada. Ważne miejsce w owym wykazie zajmuje Doktor Żywago na podstawie powieści Borysa Pasternaka.

Dla każdego znawcy literatury już dzieje owego tytułu mogłyby stać się inspiracją dla niejednego eseju. Autor pracował nad jej wydaniem przez kilka dobrych lat, ale władze radzieckie w roku 1955 odmówiły jej wydania. Opublikowana na zachodzie stała się bestselerem, a autor został uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury. Nagonka władz, w rodzinnym kraju, spowodowała odmowę, przez pisarza, przyjęcia wyróżnienia. Oto jak losy polityki i kultury splatają się w owym zdarzeniu, a przecież cała jego książka przesiąknięta jest tymi zależnościami czasu zmian wynikającymi z rewolucji bolszewickiej. Owe dokonanie literackie stało się inspiracją dla twórców filmowych. David Lean w 1965 roku dokonał ekranizacji obsadzając w tytułowej roli Omara Sharifa. Zapewne mało kto pamięta, że powstała również wersja musicalowa, która znalazła się w repertuarze Opery Podlaskiej w Białymstoku. Muzykę skomponowała Lucy Simon, a libretto stworzył Michael Weller, reżyserował Jakub Szydłowski.

Powracając do baletowych losów Żywago premiera miała miejsce w Lublanie w roku 2016, a tytuł powrócił w obecnym sezonie artystycznym. I niewątpliwie jest to ciekawe doświadczenie artystyczne, ale obarczone kilkoma mankamentami, których niestety trudno nie ustrzec. Jiři Bubeniček pragnie na scenie ukazać całą historię wywiedzioną z powieści, ale jest to niesłychanie trudne, wręcz niemożliwe. Wielowątkowość, wielopostaciowość powoduje chaos i galimatias w głowach odbiorców. Rzecz będąca opowieścią o przenikających się, wielokrotnie pisanych przypadkiem, losach piątki bohaterów, wymaga jasnej konstrukcji i wielokrotnie rezygnacji z niektórych fragmentów na rzecz spójności tanecznego wywodu. Bracia Bubeniček, jako autorzy adaptacji i libretta popełniają, w moim odczuciu, błąd. Chcą pokazać za dużo, zbyt wiele i mocno. Przesyt owej opowieści negatywnie wpływa na odbiorców, którzy gubią się w gąszczu owych zawiłości. Rozwój akcji będący próbą opowiedzenia relacji Jurija Żywago, adoptowanego dziecka przez rodzinę Gromeko, następnie małżeństwo z córką przybranych rodziców – Tonią, a także spotkanie z wielką miłością Larą jest klarownym wywodem miłosnego trójkąta. Ale na niego nakładają się dzieje ostatniej wspomnianej, historia jej matki, a także miłosne i narzucone relacje z Paszą Antipowem i Wiktorem Komarowskim. Już ukazanie owych wątków językiem ruchu wydaje się zadaniem karkołomnym. Do tego dochodzi jeszcze tło – rewolucja, zmiana społeczna, wojna i swoista samotność uczuć – to naprawdę wiele dla baletowego melodramatu. Bowiem choreograf buduje wieloelementowe widowisko, które można zamknąć określeniem: „romans i rewolucja”. Owe dwa światy – wyciszenia i gwałtowności wynikające z tego co swoim oddechem tworzy przemianę życia – pulsują nieustannie w trakcie przedstawienia. Sceny zmieniają się bardzo szybko, choć niestety grzechem jest powielanie i utrwalanie niektórych sekwencji co nie służy niczemu innemu jak znudzeniu widza.

Oprawa przestrzeni wykonania jest niezwykle oryginalna, przestawna i w wielu scenach umowna. Orkiestron pozostaje zakryty, a podłoga w poszczególnych aktach zmienia swoją barwę. W pierwszej części to odcienie bordo – luksusu sali balowej, miejsca spotkań i najbardziej spektakularnej sceny owego fragmentu. W drugiej odsłonie to już powłoka biała, która imituje wieczny śnieg, krainę, gdzie pozostaje tylko miłość dwojga przeznaczonych ludzi, których może rozdzielić jedynie śmierć.

Warstwa muzyczna skonstruowana z kompozycji wielu artystów do Dmitrija Szostakowicza i Sergieja Rachmaninowa do Peterisa Vasksa jest różnorodna choć dominują utwory kameralne. Wprowadzono również chór z towarzyszeniem akordeonu w pieśniach rewolucyjnych. Brzmi on przejmująco, a w początku drugiego aktu wręcz złowieszczo. Symfonika pojawia się tylko w scenie balu, gdy otwiera się horyzont a tam usadzono orkiestrę. Jednak trudno ocenić wartość muzycznej prezentacji, gdyż nagłośnienie zabija jednoznaczną kategoryzację. Owa potęga i rozmach widowiskowości posiada swoje uzasadnienie. To niczym akordy umierającego świata, który za chwile zostanie pokryty czerwonym sztandarem. To co stanowiło codzienność odejdzie w zapomnienie, umrze, a nastanie nowe – zimne jak skamielina lodu, świata spotkania Jurija i Lary. Owa konstrukcja zasługuje na wyróżnienie, gdyż uświadamia proces gwałtowności zmian, odmienności światów, tego co niosła i zniosła rewolucja.

Owa piątka bohaterów jest niezwykle różnorodna, ale wiele pozostaje w sferze przypuszczeń i domysłów znanych z kart książki. Brakuje rysu postaci tytułowego bohatera. Nie do końca jasnym jest relacja z przybraną rodziną. Nie posiada on bałałajki, która jest owym wspomnieniem rodziny, matki, własnego, dziecięcego życia. Relacja z Tonią jest niesłychanie blada. Na tym tle lepiej prezentuje się świat Lary. Zarówno pracownia krawiecka matki, jej romans z Komarowskim i nie do końca wyrazista relacja z rewolucjonistą Paszą. Owe sceny rwą się, pozostają niewyjaśnione, niedopowiedziane. Czasem widz pozostaje z własnymi domniemaniami i przypuszczeniami co do intencji i dziejów bohaterów. Owe historie przenikają się, a na dodatek przetyka je nić zespołowych sekwencji. Naprawdę zbyt wiele.

To co wyróżnia język choreograficzny Bubenička to duża trudność wykonawcza. Układ przesiąknięty jest technicznymi innowacjami, które spadają na barki solistów. Niezwykle udanie prezentuje się Lukas Bareman w partii Jurija Żywago. Jest niesłychanie sprawny, wręcz z poświęceniem wykonujący partię tytułowego bohatera. Godną jego partnerką jest Lara (Erica Pinzano) urzekająca charyzmą sceniczną, świadomością roli. Wręcz zjawiskowo prezentują się w duetach, szczególnie w drugiej części, gdy scena praktycznie należy do nich. Ów trójkąt zamyka Komarowski (Matteo Moretto) pełen wigoru, siły i demoniczności. Cały zespół zasługuje na wyróżnienie, gdyż z wielką pokorą i dojrzałością, a co najważniejsze dobrym współgraniem wykonuje układ zaproponowany przez choreografa.

Zatem w Lublanie powstał ciekawy koncept wywiedziony z powieści Borysa Pasternaka. Jednak ów zawiły romans epoki, którego celem jest ukazanie wycinka świata, którego już nie ma, winien posiadać wielki wiatr namiętności. A tego brakuje. Choreograf chce ukazać zbyt wiele i to go gubi. Gąszcz kreacji tanecznej staje się pułapką. A czasem warto ukazać mniej i klarowniej co odniesie lepszy efekt w zadowoleniu publiczności. Maniera powtarzalności, multiplikacji tanecznego wywodu staje się nieznośnym przykładem dla znudzenia widza, który winien czerpać radość, a nie spoglądać na zegarek kiedy padnie ostatni akord i salwa z pistoletu. Jednak należy podkreślić pomysłowość i sprawność zespołu. A przede wszystkim innowacyjność i ryzyko w słoweńskiej stolicy, bez której sztuka baletowa stanie się martwym muzeum przeszłości.

Doktor Żywago, Dmitrij Szostakowicz, Sergiej Rachmaninow, Alfred Schnittke, Peteris Vasks, Nikołaj Miskowski, choreografia: Jiři Bubeniček, Slovensko Narodno Gladelišće Opera Balet w Lublanie, premiera: kwiecień 2016, pokazy: marzec 2026

[Benjamin Paschalski]