Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Benjamin Paschalski w Tańcu
Benjamin Paschalski w Tańcu

Nie będę ukrywał – uwielbiam Wolfganga Amadeusza Mozarta. Nie tylko za jego wielki kalejdoskop operowy, który jest kuźnią dla sztuki reżyserskiej ukazania możliwych tropów i interpretacji. Nie ogranicza się moje pozytywne uczucie jedynie do utworów muzycznych: kameralnych i orkiestrowych. Ale fascynuje mnie jego życie. Bardzo lubię odwiedzać jemu poświęcone dwa muzea w Salzburgu, a także dawne mieszkanie wiedeńskie. To jakby stąpanie po jego śladach. Kosmyk włosów, małe skrzypce, wyposażenie dyliżansu, którym nieustannie podróżował austriacki mistrz. Intryguje mnie jego prywatne życie pełne niejednoznaczności i różnorodności przeszyte miłością i zawodową zazdrością. Powroty do filmu Milosa Formana Amadeusz mają swoją niebagatelną wartość. Ów obraz ukazuje ile w owym świecie piękna i humanizmu – zawiści i nienawiści. Wiele można by o tym pisać. Jednak twarzą, którą najwięcej cenię u Mozarta jest humor. Ów uśmiech w kompozycjach, a także w życiu. Zawsze zastanawiam się ile właśnie owym poczuciem humoru osiągnął kompozytor, a ile stracił. Kogo zachwycił, a kogo znieważył. Nigdy nie poznamy prawdy. Możemy jedynie domniemywać.
Twórczość Mozarta to wielokrotnie wykorzystywana muzyka do tanecznych kompozycji. Stawała się ona inspiracją dla największych twórców sztuki baletowej. Powstały niezliczone miniatury i wielkie widowiska, które stanowią istotny wkład w rozwój tejże sztuki. Twórczość owego kompozytora chyba najczęściej pojawia się na deskach tanecznych, tuż obok arcydzieł Igora Strawińskiego. Z ta jedną różnicą, że Rosjanin komponował bezpośrednio dla sztuki baletowej, a w drugim przypadku są to utwory autonomiczne nie mające bezpośrednich konotacji ze scenicznymi wykonaniami. Zatem za Mozartem stoi kunszt, muzykalność, piękno dźwięku, różnorodność, która pobudza do ruchu. Staje się motorem dla tanecznej ekspresji, którą wykorzystują z zapałem choreografowie.
Blisko polskiej, południowej granicy, w czeskiej Ostrawie, funkcjonuje Narodni Divadlo Moravskoslezske. Kombinat teatralny skupiający pod jednym szyldem: sztukę dramatyczną, operę, musical i balet. Ten ostatni zespół, w moim odczuciu, z wielkimi sukcesami prowadzi artystycznie Lenka Dřimalova. To nie tylko zgrany, dobrze skomponowany zespół, ale przede wszystkim różnorodny repertuar z poszukiwaniem interesujących choreografów. Ostatnia premiera, to istna aleja gwiazd sztuki baletowej skupionych wokół jednego nazwiska – Wolfganga Amadeusza Mozarta. Choć tytuł owego wieczoru jest przewrotny Nejen Mozart! (Nie tylko Mozart!) to faktycznie cały spektakl posiada wewnętrzną oś dramaturgiczną. Jest to spoiwo, łącznik prezentowanych utworów ukazujących różne oblicza geniusza muzyki. Wykorzystanie sztuki baletowej do owych kompozycji to podróż przez oblicza nie tylko różnorodności układających taniec, ale przede wszystkim twarze mistrza kompozycji. To niczym filmowe klapsy, które zmieniają akcję, zamknięte w pięciu różnorodnych, skontrastowanych tanecznych popisach ze świetnym doborem muzycznego tła. Owa podróż z Mozartem, a może o Mozarcie, ukazuje jego odmienne twarze: od miłosnej zwady, powagi, humoru do zadumy i refleksji, do finałowej eksplozji śmiechu. Zatem ta różnorodność prezentuje to czego poszukujemy w owym idolu dawnego czasu, którego zapamiętamy z przywołanego filmu Formana jako czasem nieznośnego, ale pełnego uśmiechu młodzieńca w zawsze rozwianej peruce. Ten urok, przetkany z życiowymi porażkami, to niczym naturalny scenariusz wieczoru baletowego w Ostrawie. Bowiem posiada on właśnie owe różne spojrzenia, oblicza, które dają szansę własnych interpretacji artystycznych, a także wiele przemyśleń dla publiczności. Ów korowód tańca to wielka klasa wykonawcza, a także swoisty hołd i uznanie dla mistrzów choreografii.
Pięć elementów owego wieczoru baletowego, którego wspólnym mianownikiem jest Wolfgang Amadeusz Mozart urzeka i zachwyca swoją różnorodnością oraz wewnętrzną odmiennością. No, prawie wszystkich. W jednym przypadku następuje bowiem wyłom i to jest to swoiste „nie tylko”, gdy podkład muzyczny zastępuje głos z offu. Ale ma to swoje uzasadnienie dla ukazania owych różnych twarzy kompozytora, u którego kontrastowała mina poważna z pełnym uśmiechem ust. Zatem co oferuje ostrawski zespół? Przede wszystkim sztukę na wysokim poziomie i świetne przygotowanie techniczne w zniuansowanym ujęciu kreski tańca.
Wieczór rozpoczyna pas de deux z baletu Le Parc w układzie Angelina Preljocaja. Ów francuski tancerz i choreograf, dziś jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk światowych scen, posiadający własną, indywidualną kreskę ruchu dla jednych jest olśnieniem, dla innych pozostaje dużą zagadką. Osobiście pozostaje w drugiej grupie, gdyż niektóre jego produkcje mnie urzekają, a inne całkowicie odpychają. Fragment ze wspomnianego tytułu prezentowanego w czeskim mieście, to zaledwie część większej całości. Cały balet posiada swój niebagatelny urok swoistego dworskiego dialogu. Z jednej strony konwenansu tańca przeszytego galanterią, a z drugiej wyzwolenia i gry pomiędzy płciami o względy i zainteresowanie. W owym krótkim fragmencie duetu odbija się owa duszna atmosfera fascynacji erotycznej pokryta kostiumem dawnego czasu. Pełne zmysłowego napięcia, delikatne ruchy budują świat relacji pomiędzy dwojgiem ludzi. Ów niedopowiedziany flirt pełen bliskości, zbliżenia, podnoszeń ukazuje relacje pomiędzy ludźmi, gdy właśnie taniec oddawał więcej niż nie jedno słowo. To świetne wprowadzenie, inicjacja niczym Mozartowska gra napięć, która może eksplodować istnym fajerwerkiem muzycznym i tanecznym. Ida Frau oczarowała swoją techniką i dojrzałością sceniczną. Przez ów krótki fragment zwraca się na nią uwagę nieustannie, gdyż czyni ona z partnera (Gene David Goodman) jedynie tło dla swojego tanecznego pożądania.
Zmienność nastroju to słowo klucz owego baletowego wieczoru. Kontrast wynikający z życia kompozytora odbija się echem w konstrukcji spektaklu. Po sekwencji miłosnej refleksji, nawet można powiedzieć wyciszenia, sielankowej opowieści niczym z wersalskiego ogrodu, pełnej gracji i dostojeństwa przeszytego podskórną fascynacją płci, następuje czas burzy i wstrząsu – egzystencjalnej niepewności. Mottem przewodnim układu Lei Bessoudo Greck jest cytat z Bohumila Hrabala: „bądź miły dla innych bo nie przyjdą na twój pogrzeb”. Jeżeli mowa o ostatecznym rozstaniu to tłem muzycznym może być tylko Requiem. Wspomniana artystka, zupełnie nierozpoznana w naszym kraju posiada niezwykle ciekawy, oryginalny język własnej ruchowej wypowiedzi. Zbliża się on do poszukiwań izraelskiej szkoły, nie tylko znanych z prac Ohada Naharina i Batsheva Dance Comapny, ale także Rami Be’era lidera Kibbutz Contemporary Dance Company. Nie winno to dziwić, gdyż mimo urodzin we Francji, ukończenia szkoły w Monte Carlo, część zawodowego życia artystka spędziła w Izraelu. Mocno odbija się owe doświadczenie w jej praktyce artystycznej. Tym co fascynuje w jej pracy to swoista konsekwencja własnej narracji. Choć może wydawać się dla widza ona zagmatwana, ale posiada ona swój logiczny sens opowieści.
Bohaterem jest człowiek, a tłem dla jego życia świetlny prostokąt. Istotą jest jego przekroczenie, przejście pomiędzy tym co na ziemi a tym co w niebie – w innym świecie. Może nie jest zbyt korzystnym ukazywanie narracji chrześcijańskiej, aby nie zawężać owej interpretacji, ale skojarzenia wędrują do owego ujęcia pomiędzy dwoma światami, a sensem staje się ludzka egzystencja. Świat ciemny i pojawiający się biały prostokąt na horyzoncie jako swoiste drzwi przejścia – brama do innego świata. Kontrastem staje się owal bieli wykonawców, ale już z ową figurą zawieszoną nad głowami. Zmiana miejsca, okoliczności, towarzyszy doli. Istotnym jest umiejscowienie bohatera – jako członka wspólnoty, a następnie wyrzuconego poza krąg jedności. Artystka ukazuje jak ważne jest solidarne współżycie czy koegzystencja. To trochę odrzucenie indywidualizmu na rzecz kolektywizmu. Swoista przestroga przed egoizmem i samolubstwem. Wiele z owych słów jest tylko interpretacją, ale w moim odczuciu wynikającą z intencji choreografki podążania za stroną wizualną i głównym bohaterem – Wybranym (Tom Bellec) jako przewodnikiem po świecie społecznego współżycia.
Owe widzenie, że jesteśmy razem, a na koniec zostajesz sam, wynika z bacznej obserwacji tego co wokół, gdzie egoizm wyprzedza refleksję nad drugim człowiekiem. Muzyka niezwykle określa kontekst, a także nadaje rytm tanecznym krokom. To faktycznie praca dla całego zespołu z elementami duetów i solowych wstawek, w których świetnie odnajdują się soliści, ale przede wszystkim Tom Bellec. To niczym wspólne ścieżki życia w dobrym, synchronizowanym tempie wsparte oryginalnym ruchem pomiędzy rozedrganiem a poruszeniami mentalnymi. To praca totalna, oryginalnie przygotowana dla zespołu z Ostrawy. Tym bardziej należy zwrócić uwagę na jej wyjątkowość i wielką artystyczną dojrzałość.
Owe spotkanie z Mozartem ma fragment bez niego. To niesłychanie krótka, ale mistrzowska technicznie sekwencja przygotowana przez Erica Gauthier, świetnego tancerza pochodzącego z Kanady, przez lata związanego z zespołem w Stuttgarcie, a dziś prowadzącego własną formację w tym mieście. Już za chwilę będziemy mogli zobaczyć ją w Polsce w ramach Łódzkich Spotkań Baletowych. Choreograf to kwintesencja sprawnego menadżera, działacza na rzecz popularyzacji baletu, ale także nie porzucającego choreograficznej profesji. To co go charakteryzuje to poczucie humoru. Uważa, że balet nie może być nudny. Sam jest niesłychanie dowcipny i pełen pozytywnej energii i chyba własne serce przelewa na scenę. W Czechach pokazał Ballet 102. Pod tą tajemniczą nazwą zbliżającą do numeru pokoju hotelowego ukazuje tyleż pozycji baletowych w zaskakującym tempie, następnie wybierając losowo numerki, które w wykonaniu duetu Shino Sakurado i Rei Masatomi wzbudzają salwy śmiechu na widowni. Ten luz jest świadomy i kontrolowany, a wykonanie wręcz zjawiskowe.
Osiemdziesiąt lat życia – piękny jubileusz będzie miał miejsce w przyszłym roku. Mowa o Jiřim Kylianie jednym z najważniejszych choreografów naszych czasów, który na wyżyny artystyczne wprowadził Nederlands Dans Theater. Nie będę ukrywał, że jego prace prezentowane w połowie lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku były moimi pierwszymi widzianymi produkcjami tańca współczesnego. To zawsze pozostaje w pamięci. W roku 2027 zespół baletowy Narodni Divadlo w Pradze pod kierunkiem Filipa Barankiewicza przygotowuje wielkie obchody na cześć wspaniałego artysty. Nim to nastąpi, w Ostrawie zaprezentowano wieńcząc wieczór baletowy, dwie ikoniczne prace czeskiego maga tanecznej sceny. Petite Mort do dwóch fragmentów z koncertów fortepianowych Mozarta oraz Sechs Tänze do Niemieckich tańców. Ciekawym jest, że kompozycja Adagio z 23 koncertu fortepianowego pojawia się dwukrotnie w całym przedstawieniu: na jego początku w Le Parc i w Petite Mort. Kolejna swoista klamra, domknięcie, a może uniwersum inspiracji dla choreografów? Jednak kluczowym jest, że mimo upływu lat (premiery kolejno miały miejsce w roku: 1991 i 1986) owe dwa świetne balety nie uległy próbie czasu. Wręcz przeciwnie. Nadal oczarowują, urzekają i wzbudzają zachwyt publiczności. To swoista gra dworską etykietą, względami, okolicznościami, zależnościami. Szkoła fechtunku i rywalizacji, współzawodnictwa, ale nie tylko pomiędzy sobą w dawnej sportowej rozgrywce, ale także ukazywanie siebie, swoich atrybutów i zalet.
Finalne sześć tańców to istna feria baletowej ekspresji, gdzie miesza się precyzja trudnego technicznego wykonania ze świetnym poczuciem humoru. Kolejne sceny zaskakują i powodują uśmiech swoją bezpretensjonalnością i czasem rubaszną przesadnością. Ten dwór widziany czasami Marii Antoniny przesiąknięty jest dwuznacznością, a właśnie erotyczna gra wzmaga ów sytuacyjny gag, który dla Kyliana wydaje się warstwą najważniejszą. Jego dwie prace to jak jedna moneta – awers i rewers pewnych okoliczności, stanu, sytuacji. Tylko początek przesiąknięty jest kurtuazją i precyzją, a finał przemienia się w nieskrępowaną ucztę taneczną. W owej konwencji świetnie odnaleźli się tancerze, którzy nie tylko perfekcyjnie wypadają w dokładnych i precyzyjnych figurach dostojnego układu, ale przede wszystkim w pędzie prześmiewczej baletowej fiesty.
To nie był tylko Mozart, ale spektakl wywiedziony z jego niesamowitego umysłu i przede wszystkim człowieka, który żył, tworzył, funkcjonował, flirtował, dawał do myślenia i sprawiał, że chciało się żyć. Ostrawskie przedstawienie pełne jest owej różnorodności i nadziei, że kompilacja muzyki i tańca daje świetną artystyczną ucztę. Owszem mankamentem jest brak wykonywania muzyki na żywo, co z całą pewnością podniosłoby wartość wykonania, ale i tak to niezwykle dobrze pomyślany koncept, któremu daleko do przypadkowości. Zespół baletowy ukazał swoją bardzo dobrą klasę, a słowa Erica Gauthier o wysokich technicznych możliwościach kompanii nie wynikały tylko z kurtuazji, a ze stanu faktycznego. Zatem przed formacją naszego południowego sąsiada winny otworzyć się wrota podróży – oby tak się stało, bo warto poznać to miejsce, gdzie jakość odgrywa niesłychane ważną rolę.
Nejen Mozart!, Wolfgang Amadeusz Mozart, choreografia: Angelin Preljocaj, Lea Bessoudo Greck, Eric Gauthier, Jiři Kylian, balet Narodni Divadlo Moravskoslezske w Ostrawie, premiera: marzec 2026
[Benjamin Paschalski]