Physical Address

304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

CZERWONE POINTY – „THE RED SHOES” NEW ADVENTURES

„Sztuka dla ludu” – brzmiało hasło propagowania kultury w okresie realnego socjalizmu. Patrząc szerzej na kwestię wykorzystania tejże w agitacji politycznej, to dwa totalitarne mocarstwa – sowiecka Rosja i hitlerowskie Niemcy miały własne sposoby dotarcia do szerokich mas. Włodzimierz Lenin mówił o inwestowaniu w kinematografię i jej możliwościach docierania do każdego zakątku kraju. Nie bez powodu triumf święciły filmy Siergieja Eisensteina, posiadające właściwą, zgodną z linią partii wymowę i narrację. Adolf Hitler wsparty aktywnością ministra do spraw propagandy i oświecenia publicznego Josepha Goebbelsa odwoływał się do istoty teatru, które należało budować przed mieszkaniami. Te przykłady ukazują jaką moc ma sztuka, gdy chce się ją wykorzystać w aktywności politycznej, podporządkować, zdominować wykorzystując do jednego celu – zdobycia, utrzymania i sprawowania władzy. Jednak współcześnie fenomenem stają się twórcy, nie politycy, przywódcy, fanatyczni liderzy, którzy swoim kunsztem i pomysłowością są w stanie oczarować wielkie rzesze publiczności. Nie chodzi tu o elitarnych artystów, którzy poparci krytycznym piórem stają się ikonami kulturalnego świata, ale artystów, którzy tworzą właśnie dla ogółu społeczeństwa i przyciągają na spektakle wielkie grupy odbiorców. Do takowych należy bez wątpienia Matthew Bourne, który ze swoją kompanią New Adventures kształtuje indywidulane spojrzenie na taniec daleki od snobizmu na rzecz popkultury i masowego uczestnictwa.

Oglądając jego spektakle, które równoważą świetne wykonanie, może nie najwyższych lotów technikę, z jasną i klarowną opowieścią skonstruowaną w nieoczywisty sposób, ale komunikatywną oraz adresowaną do współczesnego widza, wychodzi się z teatru spełnionym. To czas z rozrywką – tak, bardziej niż dramatycznym eposem, który przypomina formę musicalową, ale bez słów. Nie oznacza to, że spektakle mają zawsze szczęśliwe zakończenie czy pełne są humoru i zabawy, nic bardziej mylnego. Wielokrotnie to życiowe melodramaty, ale tak skonstruowane jak świetny film obyczajowy, w którym jednostkowe losy w tanecznej opowieści nabierają rumieńców realności. Baletowe opowieści Bourne oczarowują oryginalną narracją w pomysłowym wykonaniu. Już kilkukrotnie wskazywałem, że najbardziej rozpoznawalną pracą choreografa, utrwaloną również w filmie Billy Elliot, jest Jezioro łabędzie do muzyki Piotra Czajkowskiego, gdzie postaci ptaków odtwarzają mężczyźni ukazując tym samym relację homoseksualną między księciem a łabędziem. Owe przetworzenia, innowacje, mają swój niebagatelny sens. To z jednej strony podążanie za współczesnością, ukazywanie problemów dnia codziennego, a także umiejętność dialogu z publicznością, która łatwiej utożsamia się z bohaterami, gdy widzi ich jako ludzi takich samych jak oni sami. W Dziadku do orzechów, bajka została wpisana w świat sierocińca i próbę wyrwania się z patologicznej opresji, ale wspartej świetnym humorem. W Romeo i Julii choreograf przeniósł akcję do szpitala psychiatrycznego, a w The Midnight Bell, niezwykle kameralnym widowisku ukazał samotność serc w świecie poszukiwania miłości. Sukcesem artysty jest również rozmach prezentacji spektakli. To nie tylko objazd po całej Wielkiej Brytanii, ale także prezentacje w londyńskim Sadleer’s Wells. W każdym sezonie to ponad miesiąc pokazów na przełomie grudnia i stycznia i analogicznie w miesiącach letnich. Bilety są w większości wyprzedane, a spektakle publiczność śledzi w wielkim skupieniu i nagradza je gromkimi brawami. I jest to jeden z największych fenomenów baletowych naszych czasów. Ukazuje on jak można przyciągnąć widza, w różnym wieku, a kontekstem opowieści każdorazowo jest życie, codzienność i obyczajowość.

Prezentowany w tym sezonie zimowym spektakl to The Red Shoes (Czerwone Trzewiki) oryginalnie powstały w roku 2016. Wzorowany na filmie Michaela Powella i Emerica Pressburgera oraz bajce Hansa Christina Andersena to faktycznie realistyczna historia, która zabiera widzów za kulisy baletowej kompanii. Świata pełnego twórczej ekspresji, miłości, zazdrości i nienawiści. Opowiastka duńskiego mistrza jest tylko pretekstem do ukazania czym mogą być marzenia, które przysłaniają wszystko co wokół i jakim przekleństwem staje się również talent oraz zachłanność sukcesu. To co jest najbardziej atrakcyjne w owym bardzo dobrym spotkaniu tanecznym to ów realizm życia ludzi budujących jakość i prestiż świata scenicznego. Dla widza to niesłychana gratka, gdyż uwielbiamy kolorową prasę i pudelkowe ploteczki, zatem to właśnie jest taki mini obraz pewnej grupy wybitnych postaci świata baletu. Choć akcja została osadzona w końcówce lat czterdziestych dwudziestego wieku, to baczny widz może mieć nieodparte wrażenie, że zamysł wyrasta z historii Baletów Rosyjskich Siergieja Diagilewa. Ten niestrudzony impresario, innowator, wielki orędownik modernizmu w sztuce tańca, przemieniał myślenie ówczesnych o tym czym może być balet. Kreował artystów, budował kariery, ale również je niszczył i degradował. Jednym z nich był Wacław Niżyński przez lata pozostający z impresario w osobistej relacji. Jednak przełomem stało się w 1913 roku małżeństwo wielkiego tancerza i choreografa o korzeniach polskich z Ramolą de Pulszky. W jego następstwie zazdrosny o kochanka Diagilew zwolnił oboje artystów z zespołu. Owe wątki, a także popadanie w obłęd, w swoim balecie Nijinsky ukazał John Neumeier.

Świat tańca, jego kulisy, bohaterowie, nie często gościli na deskach scenicznych. Nieco ironicznie ukazał go John Neumeier w swojej wersji sprzed lat ponad pięćdziesięciu Dziadka do orzechów, gdzie Klara marzy o karierze baletnicy i trafia w świat magii baletu. Również Johan Kobborg w autorskiej wersji Napoli 1841, prezentowanej nie tak dawno przez zespół baletowy Opery Wrocławskiej przedstawia Augusta Bournonville w podróży do włoskiego miasta i goszczącego w słynnym neapolitańskim Teatro San Carlo. Warto przywołać również spektakl z 1997 roku i zrewidowany w 2025, zrealizowany przez Borisa Eifmana z jego petersburskim zespołem – Czerwona Giselle. Rzecz o losach Olgi Spessivtsevej, wybitnej rosyjskiej tancerki, która dzieliła karierę między Teatr Maryjski a występy z Baletami Rosyjskimi, a w 1924 opuściła bolszewicką Rosję, gdzie nigdy nie powróciła. Kontynuowała występy na zachodzie do 1939 roku, aby ostatecznie wycofać się z życia artystycznego w skutek postępującej choroby psychicznej. Zmarła w 1991 roku pozostając przez większość życia pod opieką lekarzy. Identycznie jak Wacław Niżyński. Zatem ów świat kompanii tanecznych pełen jest tajemnic i nieoczywistości. I może dlatego The Red Shoes to idealny temat na opowieść baletową, która zawiera w sobie wątek miłosny, sukcesów, niejednoznaczności i nieuniknionej tragedii.

  Matthew Bourne czyni główną bohaterką Victorię Page (świetna Ashley Shaw), która marzy o angażu w zespole baletowym uznanego impresaria Borisa Lermontova (dystyngowany Andy Monaghan). Zbiegiem okoliczności i zabiegów ciotki, po przeprowadzonej audycji, trafia ona do owej kompanii. Równolegle angaż w niej otrzymuje młody, ambitny kompozytor Julian Craster (bardzo dobry technicznie Leonardo McCorkindale). Tym samym buduje się ów specyficzny związek erotyczny pełen zależności i niedopowiedzeń. Lermontov to alter ego Diagilewa, talent Page można utożsamiać z doskonałością Niżyńskiego, a osobowość Crastera staje się złowieszcza jak postać Ramoli de Pulszky. W tym świecie innych gwiazd: Iriny Boronskaya (Michalela Meazza), Ivana Boleslawsky’ego (Liam Mower), Grischy Ljubowa, tancerza charakterystycznego i choreografa (Glenn Graham), Edith, projektantki kostiumów (Molly Shaw-Downie), Sergieja Ratova, scenografa (Reece Causton) na tle całej formacji baletowej wiedzie się ów świat podróży od Londynu, przez Paryż do Monte Carlo. Tu artyści występują, bawią się, tworzą, pracują pełni namiętności zazdrości i niechęci, ale przede wszystkim żyją. Owe światy się przeplatają, modyfikują, utrwalają.

Zabieg choreografa jest niezwykle pomysłowy. Główny element dekoracji autorstwa Lez Brotherston to obrotowa kurtyna, która ukrywa i odsłania awers i rewers kolejnych faz życia. To także umiejętność ukazania tego co widoczne dla widza oglądającego spektakl w teatrze i kulis owego świata. Zabieg kotary pomaga również w montażu scen, które biegną niezwykle szybko jak w filmowym obrazie. Bourne’owi zależy na tym efekcie, aby akcja była wartka, nie nudziła widza, a sceny zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jednak powoduje to brak pogłębienia pewnych wątków, w niektórych przypadkach ciężko dociec w jaki sposób zostały zbudowane relacje. Nie wystarcza ku temu spojrzenie, gdyż może okazać się zbyt mało sugestywne. To co jeszcze urzeka to świetne przenikanie się scen obyczajowych z obrazami baletowymi. Różne techniki tańca ukazują ewolucję baletu od klasycznej formy do modernistycznej ekspresji. To także może być traktowane jako swoista edukacja po eposie tanecznego rozwoju i zmiany.

Opowieść taneczną rozpoczyna układ w technice klasycznej, pełen pantomimy i gry, która wykorzystana została w okresie niemego kina. Lekka satyra to Countess Tamara’s Dilemma (Dylemat hrabiny Tamary), w którym błyszczą gwiazdy dawnego stylu w błahej opowieści o trójkącie miłosnym. Wraz ze zmianą miejsca akcji z Londynu do Paryża odmienia się również stylistyka tańca. To już nastrój romantyczny za sprawą muzyki Fryderyka Chopina i nawiązanie bezpośrednie do twórczości Michaiła Fokina. Scena zamienia się w świat sylfid, zwid, tajemnicy nocnego spotkania. Czas modernizmu otwiera scena w Monte Carlo, która jednocześnie można odczytać jak realistyczną zabawę na plaży z obrazem scenicznej, nowoczesnej formy. To z wykorzystaniem rekwizytów piłek niezwykle szybka, ekspresyjna etiuda zatytułowana: Ballon de Plage (Piłka plażowa). Zarówno muzyka wzorowana na utworze Claude Debussy’ego jak i pomysł wyrasta z Gier w choreografii Wacława Niżyńskiego. Jednak kluczowym pozostaje przygotowywanie baletu The Red Shoes (Czerwone trzewiki). I tu choreograf świetnie ukazuje czas pracy nad baletem – nieustanną burzę mózgów, twórczy zapał, kreatywność dla najlepszego ukazania innowacyjnej, dwuznacznej historii, a także rodzące się uczucie – Lermontova do nowo odkrytej tancerki Victorii, która w zastępstwie kontuzjowanej baleriny ma wystąpić w premierowym pokazie. Ale jej serce wskazuje innego wybranka – kompozytora Juliana. Młodzi odnajdują swoje szczęście przy wtórze spektakularnego sukcesu nowej pracy. I to kolejny przykład oddechu Baletów Rosyjskich Diagilewa. W muzyce pobrzmiewa nuta kompozycji Siergieja Prokofiewa, a zamysł inscenizacyjny, motto, swoista forma moralitetu, a także dwuznaczność opowieści zbliża do Syna marnotrawnego w układzie George’a Balanchine’a. Pobrzmiewa także nuta i opowieść Cudownego Mandaryna Belli Bertoka. Zmienia się całkowicie scenografia. Scenę zabudowują białe, geometryczne figury, które stają się tłem dla projekcji. Tym samym nowy przygotowany balet przez formację Lermontova to przełom wieloaspektowy, który staje się nie tylko istotny dla grupy, ale i dla świata tańca.

W drugim akcie pobrzmiewa nuta radości z sukcesu. Nieustanna impreza, której towarzyszy świetny ruch. Mikrorelacje, związki są obrazem więzi ludzi żyjących i pracujących w jednym miejscu. Ale także ukazują rozpad, którego motorem nie jest profesjonalizm, ale uczucie. Lermontov nie może znieść wyboru Victorii i analogicznie jak Diagilew pozbył się Niżyńskiego ten wyrzuca parę zakochanych. Fascynacja i zazdrość biorą górę nad dobrem artystycznym.  Concerto Macabre to dalsze tropy innowacyjności, a także ukazanie kontrastu ze światem lekkiej muzy, niczym rewiowego teatru znanego z filmu Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy, gdzie tania sztuka miesza się z dymem papierosowym i popularną rozrywką. Tu trafiają, po zwolnieniu przez Lermontowa, Victoria i Julian. Jednak dla bohaterki jest to miejsce niemożliwe dla budowania kariery. Decyduje się na powrót do impresario oraz powrót na scenę. Jednak owe przeznaczenie okazuje się tragedią. Kolejny raz założenie czerwonych point nie daje szczęścia i zadowolenia. A finał to tragedia jak u Lwa Tołstoja w Annie Kareninie, również rozpropagowanej w świecie tańca – śmierć pod kołami pociągu. Ów świat realizmu nieustannie miesza się z artystyczną fikcją. Marzenia pragną wyprzedzić życie, a te nieustępliwie nie daje się przechytrzyć.

Opowieść baletowa Bourne’a to epos o świecie tańca, hołd dla tradycji, ale tez próba spojrzenia na niszczycielską moc sztuki. Tanecznie świetnie wypadają duety Victorii z partnerami: Borisem Lermontovem i Julianem Crasterem. Jednak mimo wartkiej opowieści, nośnego tematu pozostaje pewien niedosyt. Czasem pobrzmiewa nuta, że operowanie skrótem niweczy rozwinięcie scen tanecznych, a one wypadają niezwykle zjawiskowo. Nie tylko we wspomnianych duetach, a głównie w układach grupowych odwołujących się do dawnych przedstawień i życia bieżącego bohaterów. Nie byłoby owej opowieści bez muzyki autorstwa Bernarda Herrmanna w orkiestracji Terry’ego Davisa. Kompozycje genialnego twórcy muzyki filmowej świetnie współgrają z taneczną opowieścią, w której odbija się wiele sekwencji zaczerpniętych z ekranu filmowego. Tym co jest istotne w owym podkładzie muzycznym to wykorzystanie cytatów z klasyki literatury muzycznej, dzięki temu zabiegowi można rozszyfrować tropy wyjątków wykorzystanych w przedstawieniu.

Zatem to wielki sukces Matthew Bourne’a, który zabiera widzów w nieznany świat tajemnicy baletowego życia, namiętności i wielkiej miłości. Choć można mieć lekki niedosyt, że sceny podążają zbyt szybko niczym montaż filmowy, a taniec lepiej oddałby uczucia i emocje niż nikłe spotkanie wzorku, to nie ulega wątpliwości, że to zwarta opowieść wyrażona ruchem. Historia, która powstała z miłości i hołdu dla tańca i adresowana jest nie tylko dla koneserów, a dla szerokiego grona odbiorców. Dzięki temu może oni powrócą aby poznać tajemnice zaklętych tytułów w opowieściach baletowych zespołu Lermontova. To wielka sztuka skonstruować wieczór fascynujący historią baletu – jego tytułów i życia ludzi, którzy przecież nie są duchami, a żywymi organizmami pełnymi uczuć oraz własnych wyborów między codziennością a wielką karierą sceniczną.

The Red Shoes, Bernard Herrmann, choreografia: Matthew Bourne, New Adventures, pokazy w Sadlers Wells w Londynie, styczeń 2026

                                                                                                            [Benjamin Paschalski]