Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Benjamin Paschalski w Tańcu
Benjamin Paschalski w Tańcu

Igor Strawiński – mistrz nad mistrzami kompozycji światowej, nie będę ukrywał, że mój jeden z ulubionych kompozytorów. Z pochodzenia Rosjanin, z polskimi korzeniami i choć większość życia spędził na emigracji, to po pełnoskalowej agresji Rosji w Ukrainie został i w naszym kraju objęty anatemą i wytarty z programów sal operowych oraz koncertowych. Dla znawców i miłośników sztuki baletowej to faktycznie jedno z najważniejszych nazwisk, gdyż jego kompozycje są chyba najczęściej po Piotrze Czajkowskim, a tuż obok Bolero Maurice’a Ravela, przygotowywane przez współczesne kompanie tańca. Nazwisko artysty nierozerwalnie połączone jest z ekspansją artystyczną Baletów Rosyjskich Sergieja Diagilewa gdzie dla tegoż zespołu przygotował kilka muzycznych pereł, które rewolucjonizowały myślenie o sztuce tańca zostawiając w tyle klasyczną formę na rzecz nowatorskiej, modernistycznej myśli choreograficznej wspartej kompozycyjnym artyzmem. Katalog jest przebogaty: Ognisty Ptak (1910) i Pietruszka (1911) w układach Michaiła Fokina, spektakularne Święto wiosny (1913) przygotowane przez Wacława Niżyńskiego, Śpiew Słowika (1920) i Pulcinella (1920) stworzone przez Leonida Miasina, Lis (1922) i Wesele (1922) zrealizowane przez Bronisławę Niżyńską, a także Apollo i Muzy (1928) w interpretacji George’a Balanchine’a oraz premierowo przedstawiony przez zespół Idy Rubinstein Pocałunek Wróżki (1928) w układzie Bronisławy Niżyńskiej oraz Gra w karty (1937) w choreografii George’a Balanchine’a z zespołem The American Ballet, stanowią świadectwo olbrzymiej inwencji, oryginalności i faktycznie bycia przez Strawińskiego człowiekiem baletu. Jak żaden inny kompozytor świetnie rozumiał sztukę tańca, jej bogactwo, przekaz i zasadę, że nie może on istnieć bez muzycznej narracji.
Do utworów Strawińskiego sięgali najwybitniejsi choreografowie budując indywidualne kosmosy artystycznych przeżyć. Ostatnie lata to moda na wieczory baletowe poświęcone kompozytorowi. Oto kilka przykładów. W Rijece zestawiono Apolona Martina Chaix z Pulcinellą Giovanniego Di Palmy (2019), we Wrocławiu Grę w karty Jacka Przybyłowicza ze Świętem wiosny Uri Ivgi i Johana Grebena (2019), w Mariborze Wesele i Święto wiosny Edwarda Cluga (2022), w Berlinie Pietruszkę Marco Goecke i Święto wiosny Piny Bausch (2023), w Zagrzebiu Ognistego Ptaka Masy Kolar i Pietruszkę Edwarda Cluga (2024), a w Amsterdamie Pocałunek Wróżki oraz Ognistego Ptaka Aleksei’a Ratmansky’ego (2024). Zatem można wysnuć wniosek, że mimo upływu lat każda ze wskazanych kompozycji nadal jest atrakcyjna i pozostaje w kręgu twórczych zainteresowań. Nie inaczej było w tym sezonie artystycznym w Ołomuńcu, gdzie przygotowano dwie choreografie do muzyki rosyjskiego mistrza, tym samym wzbogacając panteon twórców sięgających po jego utwory.
Czeskie miasto to ciekawy ośrodek artystyczny. Dla wielu z nas to zapewne nieznane miejsce, ale warto je odwiedzić, gdyż faktycznie znajduje się w połowie drogi pomiędzy Ostrawą a Brnem. W zlokalizowanym na rynku budynku Moravske Divadlo można odnaleźć w repertuarze zarówno dramat, operę, operetkę, musical i oczywiście widowiska tańca. Zespół baletu to międzynarodowa formacja licząca trzydziestu tancerzy, a na jej czele stoi od trzech lat były solista związany z ośrodkiem w Brnie – Jan Fousek. Ten krótki czas to próba zaznaczania obecności grupy na mapie artystycznej naszego południowego sąsiada, poszukiwanie różnorodnego repertuaru balansującego pomiędzy klasyką a współczesnością, a także podnoszenie jakości wykonania poszczególnych spektakli. I można powiedzieć, że zamierzenia są słuszne, ale już z wykonaniem bywa różnie, a niektóre wybory repertuarowe dają dożo do namysłu i postawienia znaków zapytania. Tak właśnie jest z wieczorem baletowym do muzyki Igora Strawińskiego.
Do jego przygotowania zaproszono brytyjskiego artystę George’a Williamsona. Dla niektórych to tancerz znany również w naszym kraju, gdyż przez chwilę był członkiem zespołu Polskiego Baletu Narodowego. Jednak tak szybko jak się w nim pojawił tak go opuścił aby skorzystać z szansy powrotu na Wyspy Brytyjskie. Tu dla prestiżowego English National Ballet w 2012 roku przygotował Ognistego Ptaka, który otrzymał nominację w kategorii „Najlepsza Choreografia” w niezwykle cenionym konkursie, dziś bojkotowanym ze względu na organizowanie go przez Rosję, Benois de la Danse. Kontynuował współpracę z londyńską formacją w ramach projektu „My First Ballet”, będący formą przystępnych, skróconych adaptacji klasyków baletowych prezentowanych w objeździe. Przygotował oryginalne układy dla zespołów w Amsterdamie, Wilnie, Birmingham, Berlinie czy Tuluzie. I chyba ta rekomendacja stała się powodem zaproszenia do czeskiego miasta. Jednak efekt daleki jest od zamierzeń i wcześniejszych sukcesów, gdyż prezentowane prace nie posiadają siły zjawiskowości i trudno je nazwać przełomem w interpretacji muzyki Igora Strawińskiego.
Część pierwsza wieczoru zabiera nas w krainę lasu, którą scenograficznie symbolizuje złoty liść. Ognisty ptak w interpretacji Williamsona, wzorowany na wcześniejszej pracy dla English National Ballet, ale w odmiennej oprawie plastycznej Barbory Raskovej daleki jest od historycznej narracji Fokina. Nie ma odwołania do rosyjskich bajek i powiastek ludowych, nie ma Carewicza, Kościeja i całego kalejdoskopu magii dawnych czasów. Choreograf odziera ów świat pozostawiając epos poświęcony naturze – jej umieraniu, odchodzeniu, wyginięciu i możliwym odrodzeniu. Symbolizuje go Ptak – w zjawiskowym, złotym kostiumie z kolorowymi, różnobarwnymi piórami jest jak bóg władający ziemią. Cała wspólnota oddaje mu hołd jako kreatorowi rzeczywistości, twórcy ekologicznej równowagi. Pojawia się para młodych (Adela Bendova i Aurelien Jeandot), którzy niczym Adam i Ewa w raju jednają się z przyrodą, stanem zastanym, obecnym. Dziewczyna jak pierwsza kobieta ulega pokusie i wyrywa pióra zwierzęciu tym samym degraduje naturę, upadlając to co istnieje i trwa. Chłopak otrzymuje jako dar kolejne opierzenie, ale nie jest to znak sympatii, ale podporządkowania, pogodzenia się z ludzką dominacją. Wraz z rozwojem akcji następuje swoiste przebudzenie i refleksja powrotu do stanu równowagi środowiska naturalnego kluczowego elementu egzystencji człowieka. Można uznać, że to lekko naciągana dramaturgia korespondująca z dniem dzisiejszym, gdzie problem ekologii, zielonego ładu jest ważnym dla społeczeństwa europejskiego. Mimo owej uwagi to teza jest klarowna i sprzyja odbiorowi widowiska. Jego układ nie jest skomplikowany, można powiedzieć, że prosty w którym najważniejszą postacią jest skontrastowany emocjonalnie i technicznie Ptak. Tę partię wykonuje świetna tancerka pochodzenia białoruskiego, która większość swojej kariery związała z Wielką Brytanią – Ksenia Ovsyanick. Solistka wykonywała tę partię w premierowej prezentacji w roku 2012 i należy wywnioskować, że jej dedykowany był utwór, co bezbłędnie można wychwycić w jej interpretacji. Świetnie i z gracją oddaje ruchy ptaka, jej ręce jakby unosiły się w trzepocie skrzydeł, gracja i precyzja oczarowuje publiczność. Jednak techniczna strona nie rekompensuje prawie jednakowych, niezmiennych emocji bólu i cierpienia, które towarzyszą wykonaniu. Nie mówią one nic o jakiejkolwiek przemianie bohaterki, ewolucji, zmianie nastroju. Powoduje to dziwny odbiór, gdyż do końca nie wiadomo co jest intencją choreografa – czy tylko pokazanie negatywnych stanów, a przecież dokonuje się istotna przemiana ludzi wobec natury, a ta jakby pozostała niewzruszona wobec zauważalnej odmiany. Bije z owego wykonania zimno i chłód, brakuje mimiki, nastroju i klimatu pozytywnych emocji. Dziwne to wykonanie jakby wytańczyć określone kroki i zamknąć się w sobie wobec prezentowanej tematyki.
Jednak szczytem niedojrzałości i braku pomysłu okazała się interpretacja Święta wiosny przygotowana dla ośmiorga tancerzy. To swoista impresja na temat nowego rytuału. Całość wykonywana jest na bosaka, a jedyny element dekoracji to świetlisty, słoneczny okrąg, analogicznie jak w pierwszej części liść. Tylko problem polega na tym, że Williamson nie ma kompletnie pomysłu co chce powiedzieć, zaprezentować, udowodnić. Jeżeli w części pierwszej skonstruował widowisko programowe, z jasnym przesłaniem to oczekiwałem od niego progresu, nowych odkryć i interpretacji. Nic bardziej mylnego. Tancerze snują się po scenie wykonując nieadekwatne do muzyki ruchy, kształtując grupy, formacje, przejścia, ale z nich absolutnie nic nie wynika. To sztuka dla pustego gestu, która raczej ukazuje niemoc, a nie jakikolwiek artystyczny zamysł. Odarcie utworu z obrazów dawnej Rusi jest prostym zabiegiem, ale należy mieć alternatywę dla owej koncepcji. Dla mnie takim niedoścignionym mistrzem przetworzenia pozostanie Emanuel Gat, który w swojej interpretacji odczytał utwór Strawińskiego jako kubańską salsę odtańczoną podczas kameralnej prywatki na minimalistycznym dywanie. W Ołomuńcu otrzymujemy bezład z pseudo nowym bożkiem w olbrzymiej sukience, który bardziej śmieszy niż przestrasza. Lateksowe kostiumy mają charakter przypadkowy w nijakim, chaotycznym tańcu pełnym niedopracowania i braku jasnego sensu artystycznego zamysłu. Nie znoszę oszukiwania publiczności. A jednak nadal to jest możliwe, gdy brak pomysłu ma stać się wartościowym produktem. W czeskim mieście to raczej realizacja chybiona z fatalnym skutkiem dla tradycji choreograficznej i muzycznej wywiedzionej z historii sięgającej ponad sto lat.
To co zabija ów spektakl to również wykonanie muzyki. Miejscowa orkiestra pod kierunkiem Petera Šumnika grała mówiąc delikatnie fatalnie. Dyrygent w ogóle nie zwracał uwagi na solistów, którzy tańczą bez jakiegokolwiek wsparcia kapelmistrza, a ten jedynie myśli o wykonaniu wszystkich nut, a kompletnie mu to nie wychodzi. Do muzyki Strawińskiego trzeba mieć serce, a nie tylko płuca co starała się udowodnić sekcja dęta w pierwszej części, gdy można było usłyszeć matowe szumienie, a nie czyste dźwięki. W Święcie wiosny jest jeszcze gorzej. Tu już niemoc jest tak duża, że natężenie muzyki jest w stanie rozerwać bębenki w uszach, a żeby do tego nie doszło publiczność starta się je szczelnie zasłonić. Orkiestra grała całkowicie obok tańca, który wykonywano na scenie. Jakbyśmy otrzymali dwa, różne zjawiska i to nie najwyższych, artystycznych lotów.
Cóż pozostanie z owej podróży? Na pewno jedno – możliwość zobaczenia Kseni Ovsyanick w roli Ptaka, gdzie ukazała szeroką paletę technicznych możliwości, choć niestety nie wspartych emocjonalnym wyrazem. Ten czas udowodnił, że istnieje zespół, który zawierzył choreografowi, a ten niestety nie wykazał się wyżynami baletowych możliwości, a jedynie wprawkami, które ośmieszyły spuściznę Fokina i Niżyńskiego, a przy okazji zmaltretowano Strawińskiego. Zbyt dużo porażek jak na jeden wieczór. A przecież można było inaczej…
Ognisty Ptak, Święto wiosny, Igor Strawiński, choreografia: George Williamson, dyrygent: Peter Šumnik, balet Moravske Divadlo w Ołomuńcu, premiera: listopad 2025
[Benjamin Paschalski]