Physical Address

304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

KRÓL KARUZELI – „LILIOM” BALET NARODNI DIVADLO W PRADZE

Choreograficzna paleta twórców jest niesłychanie bogata. To zarówno postaci z historii, które przywołujemy dzięki tanecznym rekonstrukcjom i powrotom nieśmiertelnych realizacji, ale także niebagatelny, nieustannie ewoluujący peleton kreatorów sztuki tańca współczesności. W owej grupie szczególne miejsce, również w moim sercu, zajmuje John Neumeier. W nie tak dawnym moim tekście, poświęconym jubileuszowi Teatru Wielkiego w Warszawie, wielu artystów przywołuje właśnie osobę amerykańskiego artysty jako owego niepowtarzalnego, unikatowego i niezapomnianego w ich karierze. Zastanawiał mnie długo ów fenomen, co jest takiego zarówno w osobie, jak i w jego pracach, że przyciąga on jak magnes baletowego spełnienia? Pierwszym na pewno jest umiejętność budowania unikatowego, niepowtarzalnego widowiska teatru tańca. Choć nie jestem orędownikiem wszystkich jego przedstawień, ale większość przeze mnie widzianych posiada niesłychaną moc psychologicznego oddziaływania, a także niebagatelną umiejętność konstruowania silnego emocjonalnie artystycznego przeżycia. Opowiadają o tym tancerze, ale również widz nie pozostaje obojętny wobec indywidualnych dramatów postaci wywiedzionych z literatury światowej. Bowiem twórczość Neumeiera to nie tylko klasyki – Śpiąca królewna, Jezioro łabędzie czy też pełnospektaklowe abstrakcyjne prace jak choćby jego debiut w Warszawie Miłość i ból i świat i marzenie, ale przede wszystkim przełożenie na język ruchu literackich bestselerów: Anna Karenina, Tramwaj zwany pożądaniem czy Szklana menażeria. I owe adaptacje cenię najbardziej, spotkanie z baletowymi postaciami postawionymi w sytuacji krytycznej, destrukcyjnym wewnętrznym wstrząsem czy też oszołomieniem. Neumeier buduje również swoisty akt chaosu, zniszczenia, który jest trudny do opisania, ale raz zobaczony i powielany w kolejnych pracach, wywiera olbrzymie wrażenie. W głowie odbiorcy budują się pokłady myśli, nawarstwione historie będące retrospekcjami bohaterów, którzy gubią się w gąszczu ludzkich napięć oraz trudnych dróg i ścieżek życia. Drugim walorem pozostanie sprawne budowanie opowieści. Neumeier nie posiada wsparcia dramaturga, ale sam świetnie kształtuje narrację oczywiście wielokrotnie nadając pierwowzorowi literackiemu indywidualny charakter wiedziony kreską zamysłu własnego wyczucia estetycznego. I trzecim, kto wie czy nie najważniejszym, pozostanie sztuka pracy z tancerzami, których technika, ale i osobiste przeżycia są niezwykle istotne dla budowania roli. Neumeierowska strategia jest osobistą metodą choreografii pełną indywidualnej pracy, a także umiejętności konstruowania scen grupowych, gdzie każdy tancerz stanowi część bogatego łańcucha widowiska baletowego.

Ów przydługi wywód tyczący Neumeiera wart jest rozwinięcia, gdyż to tylko pobieżne spostrzeżenia wiernego odbiorcy jego twórczości, który z niebagatelną przyjemnością odkrywa kolejne jego prace. Miejscem, który posiada w repertuarze jego przedstawienia jest Praga i zespół baletowy Narodni Divadlo, którego dyrektorem artystycznym od ośmiu lat pozostaje Filip Barankiewicz. W bieżącym sezonie czeska formacja przygotowała premierę Liliom, tym samym wprowadzając do repertuaru teatru drugą, po Tramwaju zwanym pożądaniem, choreografię Neumeiera. Nowa produkcja nawiązuje do nurtu adaptacji literatury z wyrazistym bohaterem, który znajduje się w sytuacji krytycznej, pełnej napięcia emocjonalnego, swoistego zagubienia, braku możliwości odnalezienia się i wydostania z pułapki, która nazywa się życie.

Neumeier sięgnął po sztukę sceniczną Ferenca Molnara z roku 1909 osadzoną w realiach węgierskiego świata nadchodzącego schyłku monarchii, ale całkowicie odmienił jej obraz przenosząc akcję z europejskiego miasta do amerykańskiej metropolii i czasu przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. To moment krytyczny dla całego ówczesnego społeczeństwa – czas wielkiego kryzysu gospodarczego, ludzkich dramatów, bezrobocia i nieustającej walki o własny byt. Choreograf kształtuje swoisty seans pamięci, jakby przywoływał własne wspomnienia z czasu dzieciństwa, które pozostawiły ślad w jego myślacch.  Wesołe miasteczko – centralny punkt zdarzeń, jest światem będącym kontrapunktem dla codzienności, smutku i utrapień. Nieustanna obecność człowieka z balonami, przemarsz akrobatów i żonglerów to odskocznia od szarej bylejakości dni i nocy.

Karuzela – główny punkt i atrakcja lunaparku to metafora życia, jego rozkwitu, trwania i upadku. Neumeier konstruuje wokół niej oś opowieści o chłopaku Liliom (świetny Danilo Lo Monaco), który analogicznie jak jego miejsce pracy, to wielka atrakcja dla kobiet i zapewne dla niektórych mężczyzn. Olśniewający, pełen nonszalanckiego uroku, który biodrami jest w stanie oczarować każdą napotkaną pannę, tak naprawdę pod maską pewnego siebie uwodziciela skrywa niewinność i niedojrzałość dziecka. Jego próżność zaspokaja właścicielka miejsca Pani Muskatova (Nana Nakagawa), która traktuje go jak magnes powodzenia atrakcji lunaparku, a on widzi w niej transakcję finansowo-erotyczną. Liliom, co idealnie interpretuje Lo Monaco, jest rozrywany przez kobiety, ale jednocześnie nie umie się odnaleźć. Wewnętrzne zagubienie może uspokoić spotkana Julie (Haruka Iguchi), której serce zostaje wykorzystane przez partnera jako jedynie relacja opiekuńczo-nostalgiczna. Na tle kryzysu gospodarczego, który niesie ze sobą wszelkie niepożądane żądze i podszepty zbrodni, toczy się nowe wspólne życie pozbawione materialnego przychodu. Wkrada się przemoc i kradzież, a jej finałem samobójcza śmierć tytułowego bohatera. Powraca on na ziemię, po szesnastu latach nieobecności, aby swojemu synowi Louisowi (Javier Wong) wręczyć prawdziwą gwiazdę. Ale ów powrót ma też być próbą naprawienia błędów, tęsknotą za utraconym szczęściem i uczuciem. Tylko pytaniem pozostaje czy jest możliwe odnalezienie tego co już utracone? Neumeier wprowadza postać Człowieka z balonami (John Powers), który nie tylko towarzyszy odwiedzającym w wesołym miasteczku, ale jest swoistym Archaniołem Gabrielem, dobrym duchem Liliom w jego życiowej i pośmiertnej ścieżce. Przewrotność polega na owym ujęciu kolorów – różnobarwnego i białego niczym przekładańca codzienności, która składa się ze smutków i radości. Kreator przedstawienia niesłychanie mądrze pokazuje niejednoznaczność tytułowego bohatera, którego krótkie życie pisane było obrotem karuzeli i śmiertelnym upadkiem, a owego stanu nie da się już odwrócić i odmienić.

Liliom to balet totalny, który angażuje nie tylko solistów, ale potężny zespół wykonawczy. Niebagatelnym elementem jest muzyka Michela Legranda, wielkiego francuskiego kompozytora utworów do filmów, przedstawień i licznych piosenek. Orkiestra w kanale, a także zawieszony nad wykonawcami Top Big Band grający jazzującą muzykę stylizowaną na lata trzydzieste dwudziestego wieku, prowadzone przez Nathana Brocka niezwykle sprawnie radzącego sobie z ową materią inscenizacyjną. Ów nastrój lekkich rytmów nie tylko współgra z nutą nostalgii, ale również ukazuje odmienne światy – tego co ludzkie, codzienne z tym co w wesołym miasteczku, dalekie od przyziemności i szarej bylejakości. Dopełnieniem jest niezwykle funkcjonalna scenografia Ferdinanda Wogerbauera, który ferię możliwości ukazuje w rozbłysku lunaparku z jego mocą oczarowania każdego odwiedzającego owe miejsce.

Jednak jak przystało na Neumeiera najważniejszym pozostaje układ choreograficzny, który jest niezwykle trudny i oczarowujący. Świetnie zostały skomponowane sceny zespołowe w pośredniaku, gdy tłum mężczyzn oczekuje na oferty pracy, a także radość czasu tuż obok karuzeli pełnej przypadkowych gości i stałych bywalców. Choreograf skonstruował zjawiskowe duety Liliom z kolejnymi wybrankami życia: Julie i Panią Muskatovą oraz synem Louisem, a także Marie (Elena Dombrowski) i Wolfa (Federico Ievoli). W nich widać kunszt praskiego zespołu, który gotowy jest do najtrudniejszych tanecznych zadań. Jednak w pamięci pozostanie Danilo Lo Monaco, który oczarowuje swoją charyzmatyczną osobowością tancerza oraz technicznymi możliwościami artysty sceny. To nie tylko przypadkowy bohater, ale rzeczywisty król karuzeli, który był wabikiem dla klienteli różnych sfer. W scenach intymnych z Julie pokazuje swoją namiętność, ale i brutalność, która niszczy go jako partnera i człowieka godnego zaufania. Wracając z zaświatów stara się być czuły i troskliwy, ale to już zbyt późno i nie ten czas.

Neumeier stworzył charakterystyczne dla siebie widowisko z męskim bohaterem osadzonym w sytuacji krytycznej, granicznej pisanej społecznymi uwarunkowaniami ekonomicznego upadku. To postać wieloznaczna – z jednej strony pewnego siebie zawadiaki pełnego erotycznego uroku, a z drugiej nieumiejącego odnaleźć się w świecie upadku i braku stabilności. To także świetna praca z zespołem, który buduje zjawiskowe sekwencje teatru tańca chaosu – wspomnień, rozedrgań, jakby przywołanych nagle z pamięci dawnych epizodów. Nieodmiennym pozostaje umiejętna narracja będąca opowieścią o człowieku w kryzysie, pozostawionym samemu sobie wobec wyzwań świata zewnętrznego i wewnętrznego, samotności, niespełnionym uczuciu i utraconej miłości. To seans wielkiej nostalgii za tym co dawne, utracone i nieodwracalne. Refleksy pewnego czasu, który odciska piętno nie tylko na bohaterach widowiska, lecz także pozostaje długo w pamięci publiczności.

Liliom, Michel Legrand, choreografia: John Neumeier, dyrygent: Nathan Brock, balet Narodni Divadlo w Pradze, premiera: październik 2025

                                                                                                     [Benjamin Paschalski]